Freja

#kaftanblady

Stavanger KaftanBlady 02.11.2019

http://Kaftanblady.com


Późną jesienią, wędrowałem po płaskowyżu południowej strony Lysefjorden. Poranne słońce nie nagrzewało świata tak jak latem, mimo to rześkość i czystość powietrza radowała moją duszę. Po szybkim śniadaniu, zapakowałem namiot i resztę ekwipunku by jak najszybciej ruszyć w drogę. Co prawda miałem jeszcze jeden dzień w zanadrzu, ale chciałem go spędzić już w domu. Wyruszyłem w kierunku gdzie spodziewałem się odnaleźć błękitny szlak, wiedząc, że ten poprowadzi mnie do miejsca gdzie zostawiłem samochód.


Jesienny krajobraz płaskowyżu przepełniał mnie optymizmem. Rdzawe i szaro żółte kolory porostów, lśniły w słonecznym blasku. Kępy wysuszonych traw sięgających często do pasa, aż prosiły się by zebrać trochę suszu na ognisko. Nie miałem na to czasu, poza tym szło mi się wyjątkowo sprawnie. Czułem wręcz jak bym płynął przez tę magiczną krainę pradawnych górskich pastwisk , mijając co jakiś czas kamienne znaczniki terenu, poukładane tu setki lat temu przez pasterzy.


Słoneczny krąg osiągnął już zenit, a ja zapragnąłem zjeść z nim razem kanapkę. Usiadłem na jednym z głazów, sadowiąc się twarzą w kierunku pomarańczowego Słońca, i wtedy dostrzegłem strużkę dymu wznoszącą się pionowo z miejsca za wzniesieniem. Wyszedłem nieco wyżej i zobaczyłem niewielki szałas a obok niego ognisko z ustawionym nad nim trójnogiem. Zabrałem swoje rzeczy i ruszyłem w jego kierunku.


Przy ognisku siedziała kobieta odziana w długą brązową suknię, przepasaną taśmą z kolorowej plecionki. Do pasa przytroczone były niewielkie sakiewki, a u lewego jej biodra wisiała pochewka z pasterskim nożem. W kociołku wiszącym na trójnogu, gotowała się jakaś strawa a jej wyrazisty aromat właśnie zawładnął moim zmysłem węchu. Poczułem głód i radość jednocześnie.


Kobieta uniosła głowę i spojrzała na mnie mrużąc oczy. Słoneczny blask rozświetlał jej twarz wydobywając wszystkie z jej setek malutkich piegów na policzkach, a złoto pomarańczowe włosy niemal płonęły słonecznym światłem. Wciąż patrząc na mnie, kobieta sięgnęła po jedną ze swoich sakiewek, wydobywając z niej garść suszonych liści, po czym wsypała je wszystkie do kociołka z wrzącą zawartością.


- To, żebyś miał więcej siły.


Potem sięgnęła do drugiej sakiewki, i sypnęła do kociołka kolejną garść suszu.


- To, żebyś kochał bardziej jeszcze.


Powietrze wypełnił intensywny aromat jakby anyżu i wanilii, a jej oczy zalśniły zielono słonecznie. Piękna twarz kobiety, i jej bajecznie potargane świetliste włosy przeniknęły moją męską wrażliwość, niczym potężna wichura wynosząc świadomość ponad pojęcie.


- Nakarmię ciebie, a ty upleć mi warkocz tak piękny, by stał się świadectwem istnienia Miłości mimo wszystko, ponad wszystko, do wszystkich i wszystkiego. Bądź niestrudzony w zaplataniu, aż każdy wątpiący poczuje to co ty teraz.


Otworzyłem oczy. Nad głową miałem teraz rozgwieżdżone niebo, a moje odzienie wilgotne i pokryte kroplami rosy, esencją księżycowego blasku. Obok mnie dopalał się ostatni żar ogniskowego ciepła.


*****************

To, dla Tych którzy pragną kochać


Stavanger KaftanBlady 02.11.2019

http://Kaftanblady.com



57 wyświetlenia

© 2023 by The Book Lover. Proudly created with Wix.com