© 2023 by The Book Lover. Proudly created with Wix.com

Kobieta z plaży

        Zamieszkałem w tej części Norwegii nie tylko dlatego, że bardzo mi się podoba, głównie dlatego, że znalazłem tu pracę. W czasie dziesięciu lat, jakie minęły od momentu, kiedy tutaj przyjechałem, zdążyłem odbyć wiele wędrówek po znanych i nieznanych szlakach tego regionu, i odkryć wiele ciekawych historii z nimi związanych.

Już na samym początku, kiedy poznawałem lokalne ścieżki turystyczne, trafiłem na szlak złotych plaż Jaeren, które w Norwegii są popularnym miejscem wypoczynku dla wszystkich uwielbiających plażowanie. Małe piaszczyste zatoczki wcięte na kilkadziesiąt metrów w głąb skalistego wybrzeża, osłonięte od północnych wiatrów, są wyjątkowo miłym miejscem by zakosztować letniego słońca i ukołysać duszę szumem rozbijających się o pobliskie skały, fal Morza Północnego.

Ja upodobałem sobie jedną z takich zatoczek, która nie wiedzieć czemu, nie była tak bardzo uczęszczana jak pozostałe. Prowadzi do niej ścieżka przez pofałdowane wydmy, i może właśnie ze względu na ukształtowanie terenu, łatwo zgubić kierunek i wybrać tę bardziej oczywistą ścieżkę, prowadzącą wzdłuż szlaku złotych plaż.  Odkąd odkryłem to miejsce dla siebie, przychodziłem tam zawsze kiedy potrzebowałem wyciszyć się wewnętrznie, i oczyścić z zbędnych emocji. Tak też było tym razem. Po wyjątkowo ciężkim tygodniu pracy, postanowiłem spędzić trochę czasu w mojej oazie morskiego spokoju. Była wczesna jesień, a chłodny mglisty poranek, nie zachęcał do wędrowania po wydmach, mimo to szedłem dobrze już znaną mi ścieżką. Kiedy dotarłem na ostatni wydmowy wzgórek oddzielający mnie od zatoki, poczułem ten wyjątkowy zapach morskiej piany, niesiony przez południowo zachodni wiatr prądu zatokowego. Łapczywie wdychałem ożywcze powietrze, ciesząc się z właściwie dokonanego wyboru, na spędzenie  poranka. Stałem tak jakąś chwilę i wtedy zobaczyłem tę postać. Ciemna sylwetka kobiety, zdecydowanie kontrastowała z tłem spienionych fal, a jej długie złote włosy unosiły się rozproszone wiatrem. Oho, bratnia dusza pomyślałem… W Norwegii nie jest w zwyczaju zaczepiać obcych, toteż przycupnąłem sobie na jednym z dalszych kamieni, delektując się chwilą. Od czasu do czasu, zerkałem w stronę kobiety, żeby upewnić się że nie przeszkadzamy sobie wzajemnie. Kiedy kolejny raz spojrzałem w jej kierunku, dostrzegłem jak mocniejszy powiew wiatru zwiewa z niej pelerynę.  Przyglądałem się jej dłuższy czas, i zdałem sobie sprawę, że ma ona na teraz na sobie jedynie zwiewną suknię,  niepasującą do tej pory roku, a jej bose stopy obmywa zimna przecież, morska woda. Jej peleryna wciąż leżała na piasku a kobieta niewzruszenie wpatrywała się gdzieś w dal.

Po dłuższej chwili takiego siedzenia,  postanowiłem podnieść się z zimnego kamienia i przejść trochę po plaży, nie przestając obserwować dziwnej niewiasty, idąc usłyszałem głos. Kobieta wciąż stała na swoim miejscu, lecz teraz  nuciła cicho jakąś piosenkę. Wiatr nieco przybrał na sile i poczułem jak moje ciało przeszywa dreszcz, podciągnąłem suwak zamka swojej kurtki, zerknąłem na kobietę, i postanowiłem zbliżyć się do niej by podnieść wciąż leżącą na piasku pelerynę i okryć nią, niewątpliwie marznącą kobietę, na pewno jest jej zimno a może przy okazji uda się zamienić dwa słowa.  Idąc w jej kierunku, potknąłem się o jeden z kamieni, a kiedy podniosłem głowę, kobiety już nie było. Po prostu nie było, zniknęła. Dreszcze przeszywające moje ciało, nie były już tylko spowodowane przejmująco zimnym wiatrem. Nie mogłem zrozumieć co się stało, podszedłem do miejsca gdzie jeszcze przed chwilą ją widziałem, żeby chociaż zobaczyć jej ślady, ale nie było tam nic oprócz muszelek. Nie było peleryny, nie było śladu po jej istnieniu.  

 

Kiedy opowiadałem tę historię moim norweskim kolegom w pracy, oni tylko uśmiechali się mówiąc z wyraźną drwiną w głosie „a może to była Huldra?”. Znam tę postać z mitologii nordyckich. Huldra to leśna nimfa, przybiera postać młodej pięknej, nagiej kobiety z ogonem, i wystawia na próbę mężczyzn kusząc ich pięknem swojej nagości by potem ich zniszczyć … Po pierwsze kobieta którą widziałem nie jest postacią z mitologii, była realna, widziałem ją tak jak was teraz, po drugie Huldry zgodnie z przekazami są nimfami leśnymi,  żyją w lesie a nie nad morzem. Zakończyłem tę dyskusję rozżalony że nikt mi nie wierzy. 

Niestety nie mogłem ot tak przejść nad tym do porządku dziennego, wciąż widziałem śliczną sylwetkę tej kobiety, jej falujące na wietrze długie jasne włosy,  a w uszach rozbrzmiewała mi  melodia jej smutnej pieśni. Ten widok nawiedzał mnie we snach, powracał kiedy rozmyślałem o planach na kolejne weekendy, nie mogłem się uwolnić od tych myśli. Mimo, iż potem jeszcze wiele razy odwiedzałem moją zatoczkę, nie spotykałem tamtej kobiety. Kiedy już prawie mi przeszło ciągłe rozpamiętywanie tego zdarzenia,  nagle coś się odmieniło.  Przy okazji wędrówki po innym odkrytym przeze mnie urokliwym miejscu, na płaskowyżu Jaeren zwanym Synesvarden, idąc  szlakiem mijałem  starszego mężczyznę, który zapytał mnie o godzinę. Przez chwilę rozmawialiśmy o tym miejscu, on pytał skąd jestem i co tutaj robię, i tak od słowa do słowa stało się, że opowiedziałem mu o swoim spotkaniu tajemniczej kobiety z zatoki. Widziałem jak z  każdym  wypowiadanym przeze mnie słowem, jego twarz szarzeje i staje się jakby nakreślona ołówkową kreską.  Kiedy zakończyłem swoje opowiadanie, mężczyzna bez słowa usiadł na trawie i spuścił głowę. Nie wiedziałem czy to moje opowiadanie, wywołało u niego taką reakcję, czy może poruszyłem jakiś drażliwy temat. Siedział tak jeszcze przez chwilę, po czym podniósł głowę, i patrząc w kierunku majaczącego na horyzoncie morza, opowiedział mi swoją historię, o tym jak, i on spotkał tę kobietę w zimowy poranek, stojącą na plaży we mgle, po kolana w wodzie, nucącą jakąś smutną melodię. Jak zawołał ją w obawie że chce zrobić sobie coś złego, i jak ona spojrzała mu w oczy. Opowiedział mi o tym, jakie konsekwencje w jego życiu miało to jedno spojrzenie. Kiedy już zakończył swoją opowieść, wstał, popatrzył na mnie i powiedział „nie chodź tam więcej brachu ”.

 

Opowieść jaką usłyszałem od mojego przypadkowo napotkanego rozmówcy, poruszyła mnie do głębi, pewnie dla tego,  nie posłuchałem jego ostrzeżeń. Dokładnie rok po spotkaniu na Synesvarden, pojechałem do zatoki po kolejną porcję ciszy. Był  koniec marca, późne popołudnie, i znowu wiał południowo zachodni wiatr który tak uwielbiam, za to że niesie ze sobą wyjątkowo aromatyczny zapach morza i dalekich światów. Szedłem tak zastanawiając się czy uda mi się posiedzieć w blasku zachodzącego w morze słońca.  Wtedy dochodząc do końca ścieżki usłyszałem tę melodię… zatrzymałem się by  nasłuchując nabrać pewności czy to nie wiatr płata mi figla. To była ta melodia, jak klucz w stacyjce mojego auta uruchomiła ciąg zdarzeń.

Zobaczyłem ciemną postać kobiety z rozwianymi włosami, stojącą na brzegu. Miała na sobie tę samą zwiewną sukienkę, i jej bose stopy zatopione w mokrym piasku, od czasu do czasu lizane, przez wylewające się fale. Słońce już bardzo nisko nad linią horyzontu, posyłało swoje promienie które przeszywały tkaninę jej sukni, rozlaną na pięknych kobiecych kształtach. Zdawała się być prawie naga jak marmurowy posąg Wenus z Arles z muzeum w Luwrze.  Włosy tańczyły z wiatrem, tworząc magiczne refleksy w pomarańczowo czerwonym świetle zachodu. Stała tak nucąc swoją pieśń, a jej obecność, pieczętowała to miejsce jak by należało wyłącznie do niej, jak by była tego miejsca królową. Poczułem się jak intruz, zagubiony w cudzym życiu, jak paskudny robak który wypełzł spod kamienia nie w czas, i  skalał swoją szpetotą to nieskazitelnie piękne miejsce. Wpatrzony w nią, tonąłem w oceanie emocji, na przemian targał mną strach przed jej majestatem połączony z pragnieniem ucieczki, albo  nieodparta chęć stania się częścią jej świata. Czułem że moje ciało nie słucha mnie, moje stopy krok po kroku zbliżały się do niej, a ja bezwolnie poddawałem się jej mocy. Im bliżej niej byłem, tym bardziej traciłem wolę, melodia jaką nuciła przyzywała mnie, a ja odpowiadałem posłuszeństwem. Nagle poczułem że wiatr omiata moją twarz jej włosami, a  jego zapach to już nie tylko zapach morza, teraz pachniał mieszanką zapachów świeżego chleba, mielonych migdałów, i olejkiem różanym i miętą jednocześnie… pragnąłem tu pozostać, chciałem żeby to trwało na wieki, chciałem zaplątać się w niej, i już nigdy nie stracić jej z oczu. Nie ważne było nic, poza tym  tylko  że czuję jej włosy na twarzy, jej głos wypełnia moją duszę, jej zapach karmi mnie, a jej bliskość nadaje sens mojemu istnieniu. Usiłowałem coś powiedzieć, lecz język odmawiał posłuszeństwa. I wtedy ona nagle odwróciła się do mnie, spojrzała mi prosto w oczy. Przeszył mnie ból tak potworny, jakiego dotąd nie znałem, ból nie cielesny, to nie było fizyczne, to bolało gdzieś w trzewiach mojej istoty. Jak by skondensowane nieszczęścia całego świata, stały się moim udziałem, moim dziedzictwem. Ból świadomości, że oto wyrwano mi zdolność kochania, zniszczono we mnie samo sedno człowieczeństwa, i nie czeka mnie już nic oprócz ciemności pełnej ryczących potworów, wrogów nienawidzących wszystko i wszystkich. Coś pożarło światło i zapanował mrok. Upadłem.

Kiedy otworzyłem oczy, jej dłoń gładziła moje policzki, a jej ciepłe zielone oczy wpatrywały się we mnie z troską. Patrzyła tak na mnie, a ja oszołomiony pięknem jej oblicza, zapomniałem o wszystkim. Kim jesteś? zapytałem, co się stało? Ale ona nie mówiła nic, i tylko jej dłoń spoczywała na moim policzku. Znowu czułem zapach chleba i migdałów, i ten dotyk karmił mnie bym mógł przetrwać. Po jej policzku spływały łzy, ale oczy nie były smutne, mogłem w nich zobaczyć mądrość i pełnię…. Usłyszałem gdzieś w środku czaszki śpiewny jej głos „ ja go kocham a on zabija „ zakołysało mną coś i przestałem czuć.

 

Obudziły mnie jakieś dźwięki, rozejrzałem się   wokoło. Leżałem na szpitalnym łóżku, z podłączonymi urządzeniami, które chyba miały za zadanie monitorowanie mojego stanu. Kompletnie nie rozumiałem tego co się stało. Obok, pielęgniarka robiła mi jakiś zastrzyk, a inna coś grzebała, przy jednej z podłączonych do mnie maszyn. Ten okropny szpitalny zapach przyprawiał mnie o mdłości, i mimo że byłem cały obolały, najchętniej bym uciekał jak najdalej od tego miejsca.

Gdzie ja jestem i czemu tutaj jestem? Co się ze mną stało i co mi robicie?

 

Uspokój się, jesteś bezpieczny, nic ci nie grozi. Odpoczywaj i nabieraj sił bo tego najbardziej teraz potrzebujesz. Zaraz przyniesiemy ci jakiś posiłek, szkoda żeby taki facet się zmarnował, i popadł w jakąś anemię. Pozwól, byśmy zajęli się tobą.

Ale co się stało? Powiedzcie mi co się ze mną dzieje?

Dzieci z Brusand, znalazły cie nieprzytomnego na plaży. Masz szczęście że Ciebie dostrzegły, bo zapewne byś zginął. Twój stan jest teraz stabilny, ale ponieważ byłeś kompletnie wyczerpany, musieliśmy cie wyprowadzić z tego stanu. Człowieku gdzieś ty się tak zapuścił? Ty też padłeś ofiarą zjawy z plaży? Już mieliśmy tutaj takich i powiem Ci że to mi wygląda podejrzanie.

 

Kiedy już jakoś doszedłem do siebie, zrozumiałem że stało się ze mną coś zagadkowego. Okazało się, że od daty zdarzenia na plaży minęły 3 miesiące. Moja twarz zarośnięta była gęsta brodą, moje ubrania gdzieś zniknęły. Dzieciaki znalazły mnie na plaży kompletnie nagiego, bez znaków życia.

Kiedy wychodziłem ze szpitala, lekarz który zajmował się moim powrotem do życia, opowiedział mi o innych przypadkach podobnych do mojego. Otóż statystycznie jestem szczęściarzem, bowiem już wcześniej w tym samym miejscu w którym mnie odnaleziono, policja wiele razy odnajdywała zwłoki mężczyzn w podobnym stanie do mojego. W policyjnych kartotekach wszystkie te sprawy nazywane są sprawami z „martwej plaży”.

Ze względu na brak dowodów, jak i żadnych śladów na ciałach ofiar, które  wskazywałyby na morderstwo, sprawy zamykane są z adnotacją „samobójstwo”. Tym bardziej że na tym miejscu znajdowano zwłoki mężczyzn już od ponad stu lat. 

Wracałem do domu pełen obaw co też zastanę na miejscu, i czy jeszcze w ogóle mam do czego wracać. Chciałem jak najszybciej wrócić do normalności, poukładać wszystko co wymagało poukładania. Jak można było się spodziewać, w domu panował totalny bałagan. Wszystko pokryte kurzem a jedzenie w kuchni żyło własnym życiem. Kiedy już uporałem się z porządkami i zjadłem jakiś naprędce przygotowany obiad, usiadłem na sofie i poczułem zapach świeżego chleba, migdałów i olejku różanego.

***