Wzgórze takie inne - światełko Miłości dla Ciebie.

Widzisz to światełko na szczycie wzgórza? Przenika przez brzozowy zagajnik... Widać to światełko tylko po zmroku i tylko gdy wiatr porusza korony drzew. To jest światełko nad furtką do posesji na której znajduje się domu Magnusa. Dom postawił sam Magnus jakieś 170 lat temu. Teraz mieszka tam ktoś inny, ale zanim ten dom powstał, miejsce to było szczególnie ważne dla wielu pokoleń ludzi wyznających kult Frei.

Ludzie ci nazywali siebie "Freya venner" czyli "przyjaciele Frei" i od niepamiętnych czasów gromadzili się na szczycie tego wzgórza, by spędzać razem czas przy ognisku. W 1248 roku, było to późną wiosną, przyjaciele Frei zgromadzili się na wzgórzu w czas księżycowego nowiu. Czekali aż na gwieździstym niebie pojawi się koci zaprzęg wpięty do rydwanu Frei. Dla nich była to symboliczna obecność tej którą czcili jako boginię Miłości i życia. Tego wieczoru niebo było czyste i pełne jak ich serca. Pełne nadziei na szczęśliwy czas kolejnego lata. Gdy oczekiwane gwiazdy wyłoniły się zza horyzontu, najstarsza spośród zgromadzonych tam kobiet zapaliła przygotowany przez mężczyzn stos ogniska. Cieszyli się ciepłem i blaskiem płomieni opowiadając sobie nawzajem co zamierzają zrobić tego lata i ustalali plan wzajemnej pomocy. Był to dla nich też czas pojednania dla tych co z różnych powodów gniew w sercach nosili. Spalali oni w ognisku symbole swoich pretensji. Najczęściej były to suche gałązki wrzucane z odpowiednią intencją wprost w płomienie.

Gdy ogień już przygasał, zgromadzeni wrzucali do ognia przyniesione ziemniaki, a dwóch najstarszych mężczyzn rozlewało do drewnianych kubków fermentowany napój z czarnego bzu. Na koniec spotkania ta sama kobieta, która zapalała ogień, wyciągała kawałek wygasłego węgielka i rozcierała go w dłoni. Potem podchodząc do każdego ze zgromadzonych, rysowała palcem na ich czołach znak Fehu - runę Frei.

Tego wieczoru jednak tak się nie stało.

Gdy płomienie ogniska były jeszcze wysokie, na wzgórzu pojawili się zbrojni prowadzeni przez Swituna, biskupa kościoła katolickiego Stavanger. Stanął on przy ognisku i w języku którego zgromadzeni nie znali (łacina) wypowiedział słowa którymi przeklął ich wierzenia. Gdy tylko zamilkł, zbrojni wymordowali wszystkich uczestników a ich ciała wrzucili do ognia.

Kilka dni później w samym centrum pogorzeliska postawiono kamienny krzyż.

Od tamtych wydarzeń wzgórze nie cieszyło się dobrą sławą. Ludzie omijali je jak miejsce mroczne, przeklęte.

Tak było do czasu, gdy niezamożny Magnus, za grosze kupił to wzgórze, będące wówczas własnością Króla Norwegii, i postawił tam swoją posiadłość. Zamieszkał w niej wraz ze swoją małżonką Christine, która wkrótce urodziła trzy dziewczynki bliźniaczki. Wyrosły one na piękne dziewczęta o bujnych rudych włosach, piegowatych policzkach i wiecznie radosnym usposobieniu, a wszystkie podobne jak krople wody. Szybko okazało się, że dziewczęta posiadają nadzwyczajne zdolności uzdrawiania ludzi poprzez dotyk, ale nie tylko to. Potrafiły one przewidywać pogodę z zadziwiającą dokładnością, a rośliny którymi się zajmowały, zawsze dawały niebywale obfite plony. Było jeszcze coś co sprawiało, że dziewczęta były znane i rozpoznawalne w całej okolicy i nie tylko. Otóż gdziekolwiek się one pojawiały, zbiegały się do nich wszystkie okoliczne koty, co było bardzo zabawne....

Zgadnijcie kto jako jedyny wyrażał się o dziewczętach nieprzychylnie?

Wszystkie trzy dziewczyny zniknęły pewnego dnia bez śladu i nigdy już ich nikt nie spotkał.


Slawomir Podsiadlowski

Zdjęcie własne




8 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Gdy noc...