top of page

Wiedźma po prostu - Vieduszka

Zaktualizowano: 4 lut 2023


Skończyłem naprawiać parkan i furtkę przy drodze. Kilkanaście parkanowych sztachet wymagało wymiany a furtka zwyczajnie rozpadła się po ostatniej wiosennej wichurze. Wymieniłem wszystko, nowiutkie deseczki aż świeciły radością. Kontent z wykonanej pracy przebrałem się i wszedłem do izby, gdzie słychać było śpiewną radość Wiedźmy.


Spojrzałem w kierunku wielkiego kuchennego pieca, gdzie jak zwykle na zapiecku spała Inka, koci chowaniec nie opuszczający Wiedźmy na krok. Wyczuła moje spojrzenie leniwie otwierając jedno oko, by po chwili znów zapaść w swoją miekką senność.

Ten akt kociej uwagi, którą mnie Inka obdarzyła, był sygnałem dla Wiedźmy coś jak koci przekaz w stylu - Vieduszko nadchodzi twój mężczyzna, zapewne głodny...


Najpiękniejsza z kobiet stała obok pieca zapatrzona w kociołek bawiła się obłokami pary zeń ulatującymi. Śpiewała piosenkę o wiośnie, nadając obłoczkom zabawne czuciokształty. Właśnie jeden obłoczek w kształcie motyla uleciał w moim kierunku i zawisł mi nad głową.


Vieduszka sięgnęła do malutkiej sakiewki przytroczonej do paska na wysokości jej prawego biodra. Wyjęła z niej szczyptę brązowych liści i wsypała do bulgoczącej zawartości kociołka. Spojrzała na mnie uśmiechem jedynym, zrodzonym w tej właśnie chwili.

Zapachniało wanilią i czymś jeszcze, a wszelkie światło kuchennej przestrzeni pokłoniło się jej oczom.


-Ależ ja ciebie Miłuję.

-Tak jak wtedy?

-Jak wtedy i wtedy i jeszcze jak przed wiecznością, gdy Słońce było czerwone.


Podeszła i pocałowała mnie w czoło, okrywając nas światłem swojej mocy. W tym też momencie parowy motylek uleciał znad moje głowy rozpływając się w powietrzu.


-Jeśli obierzesz ziemniaki, to przyspieszysz proces powstawania obiadu. I zobacz co jeszcze znalazłam!


Uśmiechając się jeszcze bardziej świetliście, uniosła słoik z czereśniowym kompotem.


-Będziemy mieć czereśniowe pocałunki mój Magu zdumiony.


Zaiste byłem zdumiony, ale nie kompotem, a intensywnością jej aury, która w tym momencie stała się soczyście pomarańczowa.


- Ten kolor mój Magu, jest dla ciebie czujesz?

- Czuję kochana. Czuję w sobie i czuję wokół siebie.

- To teraz sięgnij po ziemniaki i zajmij się nimi, ja tymczasem obejrzę parkan coś go tak pięknie naprawił.


Pomaszerowała bosą stopą do ogrodu, a Inka zniknęła tuż za nią.


Coś drgnęło w moim sercu. To poczęła się nowa sekunda i kolejna i jeszcze jedna, bezlik sekund, minut, godzin, dni, lat... WIECZNOŚĆ co z nasion Miłości staje się i owocuje szczęściem.


*****

Vieduszka i Mag




29 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Commentaires

Les commentaires n'ont pas pu être chargés.
Il semble qu'un problème technique est survenu. Veuillez essayer de vous reconnecter ou d'actualiser la page.
bottom of page