Wiedźma po prostu - Vieduszka


Skończyłem naprawiać parkan i furtkę przy drodze. Kilkanaście parkanowych sztachet wymagało wymiany a furtka zwyczajnie rozpadła się po ostatniej wiosennej wichurze. Wymieniłem wszystko, nowiutkie deseczki aż świeciły radością. Kontent z wykonanej pracy przebrałem się i wszedłem do izby, gdzie słychać było śpiewną radość Wiedźmy.


Spojrzałem w kierunku wielkiego kuchennego pieca, gdzie jak zwykle na zapiecku spała Inka, koci chowaniec nie opuszczający Wiedźmy na krok. Wyczuła moje spojrzenie leniwie otwierając jedno oko, by po chwili znów zapaść w swoją miekką senność.

Ten akt kociej uwagi, którą mnie Inka obdarzyła, był sygnałem dla Wiedźmy, coś jak koci przekaz w stylu - Vieduszko nadchodzi twój mężczyzna, zapewne głodny...


Najpiękniejsza z kobiet stała obok pieca zapatrzona w kociołek bawiła się obłokami pary zeń ulatującymi. Śpiewała piosenkę o wiośnie, nadając obłoczkom zabawne czuciokształty. Właśnie jeden obłoczek w kształcie motyla uleciał w moim kierunku i zawisł mi nad głową.


Vieduszka sięgnęła do malutkiej sakiewki przytroczonej do paska na wysokości jej prawego biodra. Wyjęła z niej szczyptę brązowych liści i wsypała do bulgoczącej zawartości kociołka. Spojrzała na mnie uśmiechem jedynym, zrodzonym w tej właśnie chwili.

Zapachniało wanilią i czymś jeszcze, a wszelkie światło kuchennej przestrzeni pokłoniło się jej oczom.


-Ależ ja ciebie Miłuję.

-Tak jak wtedy?

-Jak wtedy i wtedy i jeszcze jak przed wiecznością, gdy Słońce było czerwone.


Podeszła i pocałowała mnie w czoło, okrywając nas światłem swojej mocy. W tym też momencie parowy motylek uleciał znad moje głowy rozpływając się w powietrzu.


-Jeśli obierzesz ziemniaki, to przyspieszysz proces powstawania obiadu. I zobacz co jeszcze znalazłam!


Uśmiechając się jeszcze bardziej świetliście, uniosła słoik z czereśniowym kompotem.


-Bedziemy mieć czereśniowe pocałunki mój Magu zdumiony.


Zaiste byłem zdumiony, ale nie kompotem, a intensywnością jej aury, która w tym momencie stała się soczyście pomarańczowa.


- Ten kolor mój Magu, jest dla ciebie czujesz?

- Czuję kochana. Czuję w sobie i czuję wokół siebie.

- To teraz sięgnij po ziemniaki i zajmij się nimi, ja tymczasem obejrzę parkan coś go tak pięknie naprawił.


Pomaszerowała bosą stopą do ogrodu, a Inka zniknęła tuż za nią.


Coś drgnęło w moim sercu. To poczęła się nowa sekunda i kolejna i jeszcze jedna, bezlik sekund, minut, godzin, dni, lat... WIECZNOŚĆ co z nasion Miłości staje się i owocuje szczęściem.


*****

Vieduszka i Mag




22 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Gdy noc...