Tungenes fyr, latarnia morska i 7000 lat historii. Z cyklu „miejsca w których zawsze coś było”

#kaftanblady

Stavanger KaftanBlady 21.03.2019

http://Kaftanblady.com


Przyszła wiosna, a wraz z nią czas wędrówek. Dziś chcę zaprosić was na wycieczkę do miejsca, w którym krzyżuje się wiele wymiarów naszej historii i zrobię to w lubianym przez was stylu.


Tungenes fyr - co to takiego? Fyret w języku norweskim oznacza latarnię morską i dziś właśnie chcę was zabrać na półwysep Tungenes, gdzie znajduje się taka latarnia z którą związana jest dość ciekawa historia.


Półwysep Tungenes (języczek) sąsiaduje z Randaberg północną dzielnicą Stavanger i jest to najbardziej na północ wysunięty punkt krainy Jæren. Najstarsze ślady osadnictwa na Tungenes, pochodzą z epoki brązu i właściwie można by zaliczyć ten półwysep do naszej listy miejsc, w których „zawsze coś było”. Na Tungenes zawsze się „coś działo”, bez względu na epokę, wiek, rok… dlatego właśnie napisałem na początku, że krzyżuje się tam wiele wymiarów naszej rzeczywistości. Archeolodzy znajdowali tam ślady pochodzące właściwie z wszystkich epok, a najstarsze z nich sięgają 7000 lat wstecz. Najbardziej widoczne, niestety, są ślady najnowszej historii, czyli poniemieckie bunkry z okresu II wojny światowej. My skupimy się dziś na jednym z najważniejszych wątków historii związanej z Tungenes, czyli właśnie Latarni morskiej.


Pierwsze wzmianki o „świetle na Tungenes” pochodzą z XVI wieku, kiedy to źródłem światła był jedynie rozpalony węgiel drzewny, umieszczony w czymś w rodzaju glinianej donicy. Warto w tym momencie wspomnieć, że pierwsza latarnia morska z prawdziwego zdarzenia, którą zainstalowano w ogóle w Norwegii, została postawiona w roku 1655 w Lindesnes, miasteczku między Flekkefjord i Kristiansand, a źródłem jej światła były świece łojowe. Lindesnes to najbardziej na południe wysunięty punkt Półwyspu Skandynawskiego. Można powiedzieć że to antypody Nordkapp. Ci z was którzy podróżowaliście drogą E39 na trasie Stavanger - Kristiansand, zapewne mijaliście charakterystyczne rondo w Lindesnes, na którym stoi miniatura pierwszej norweskiej latarni morskiej. Będzie okazja by odwiedzić Lindesnes, podczas czerwcowego Festiwalu Szanty w Flekkefjord.


No dobrze, ale wracamy do naszego „języczka”, czyli Tungenes. Półwysep Tungenes jest ważnym punktem nawigacyjnym u wejścia do Portu Morskiego Stavanger. Mimo to, przez bardzo długi czas latarnia morska Tungenes praktycznie nie funkcjonowała. Głównie z powodu doskonale działającej wcześniej latarni morskiej na wyspie Kvitsøy. Sytuacja zmieniła się diametralnie w połowie XIX wieku. Wtedy właśnie populacja ludności Stavanger ogromnie wzrosła, a ponieważ miasto utrzymywało się głównie z handlu śledziem, zaistniała potrzeba wydłużenia czasu połowów i transportu tej ryby drogą morską szczególnie w okresach zimowych ciemności. Światło z Kvitsøy już nie wystarczało, gdyż niezbędne było wyraźne oznaczenie dla żeglugi także północnego krańca Jæren.


Wiele osób prywatnych w Stavanger, prowadzących interesy śledziowe, zbierali pieniądze na finansowanie latarni morskiej Tungenes. Naciskano na władze portowe, by zadbały o właściwe oznakowanie wejścia do stavangerskiego portu. W końcu w 1828 roku rada portu skontaktowała się z Evind Tunge farmerem z Randaberg, prosząc go o umieszczenie światła nawigacyjnego na poddaszu jego nowego gospodarstwa, znajdującego się na półwyspie Tungenes. Evind zgodził się i zlecił to zadanie swojemu 20 letniemu synowi. Na początku, do oświetlania latarni używano zwyczajnych świec łojowych, zapalanych wyłącznie w miesiącach styczeń i luty (styczeń i luty, to miesiące intensywnych połowów śledzia). Z czasem świece łojowe zastąpiono „tranlampe” czyli lampy oliwne zasilane olejem rybim, a w 1835 roku wydłużono czas pracy latarni do 3 miesięcy. Ruch morski na drodze do portu Stavanger wciąż się wzmagał i już nie można było sobie pozwolić na utratę tak ważnego punktu nawigacyjnego jak Tungenes fyr. Sukcesywnie modernizowano źródła światła, wyposażając jej w specjalne soczewki skupiające wydłużające jego zasięg. W 1907 roku, latarnia Tungenes świeci się już przez cały rok, a na początku lat 30tych XX wieku otrzymuje elektryczne źródło światła, nowe obiektywy oraz nowość - „buczki mgłowe”.


Nawiasem mówiąc, pamiętam z moich lat dziecinnych (przełom lat 60/70) jako mieszkaniec Gdańska, jak w okresie jesiennych mgieł słychać było donośne cykliczne mruczenie „buczków mgłowych”.


W czasie II Wojny światowej, latarnia Tungenes zajęta została przez Niemców, i wykorzystywana jako stacja kontrolna. Wszystkie statki poruszające się po wodach między Kvitsøy a Tungenes, musiały się zidentyfikować za pomocą sygnałów radiowych bądź świetlnych. W przeciwnym razie, narażone były na ostrzał z baterii dział zainstalowanych w bunkrach na półwyspie. Pod koniec wojny jeden z niemieckich statków przepływających właśnie w pobliżu Tungenes, został zbombardowany przez Angielskie samoloty, w wyniku czego spłonął i zatonął blokując ten przesmyk wodny. Wrak statku usunięto dopiero po wojnie, otwierając ponownie akwen dla żeglugi.


Od czasów założenia latarni, aż do jej zamknięcia w roku 1984, Tungenes fyr była latarnią rodzinną. Zgodnie z obowiązującym prawem mistrz latarnik wraz z rodziną odpowiedzialni byli za prawidłowe funkcjonowanie latarni morskiej. Przy okazji wspomnę, że latarnik nie otrzymywał za swoją pracę jakiejś znaczącej rekompensaty. Poza zwrotem kosztów jej prowadzenia, były to raczej niewielkie pieniądze.

Lata świetności Tungenes fyr to wiek XIX, kiedy to w Stavanger powstało wiele przedsiębiorstw przetwórstwa rybnego, fabryki konserw, gildie rybackie i wiele niewielkich warsztatów rzemieślniczych, działających wokoło głównego nurtu przemysłowego. Wtedy właśnie Jens syn Evinda Tunge z Tungenes, którego ojciec wyznaczył na operatora świateł na latarni, często przybywał do miasta po zaopatrzenie. Latarniany magazyn musiał zawsze zawierać odpowiedni zapas świec, w związku z czym młody latarnik zaprzęgał konia do swojej furmanki, by udać się do magazynów Zarządu Portu Stavanger. Lubił tam jeździć, głównie ze względu na Annę, pracownicę portu, odpowiedzialną za księgowanie zasobów magazynowych. Kiedy odbierał kolejne skrzynki z ogromnymi świecami, przyglądał się Ani z jaką gracją kreśli kształtne cyfry na magazynowych dokumentach. Zazwyczaj w takich chwilach Ania pochylała nieco głowę nad leżącymi przed nią papierami, a wtedy jej krótki jasny warkocz niesfornie opadał, zasłaniając lewy policzek dziewczyny. Dziwne że to zawsze był lewy policzek. Ten właśnie moment, te drobne pełne gracji gesty dłoni kreślącej cyfry na papierze, warkocz niemal zawsze odgrywający tę samą rolę w cudownym przedstawieniu, wszystko to sprawiało, że Jens po prostu uwielbiał odbierać latarniane świece z portowego magazynu. Czasami udawało się im zamienić ze sobą kilka słów. I tak Jens dowiedział się, że Ania bardzo chce zostać akuszerką. To było jej marzenie, by ukończyć odpowiedni kurs, pozyskać zawód akuszerki i pomagać kobietom w chwilach kiedy na świat przychodzą ich dzieci.

Pewnego razu, Jens jak zwykle przybył do Stavanger po kolejne skrzynki. Tym razem miał odebrać też kilka butelek alkoholu etylowego do przemywania zwierciadeł. Niestety, za magazynową ladą nie zastał Anny, tylko jakiegoś brodatego mężczyznę, który najwyraźniej nie był zadowolony z pracy jaką wykonywał. Jens odebrał swój towar i przy okazji dowiedział się, że Anna wyjechała do Bergen by odbyć kurs akuszerek.


Tej nocy Jens nie zmrużył oka. Leżał na łóżku w swoim pokoju na poddaszu, tuż obok pomieszczenia w którym mieściła się lampa latarni. To jak zareagował na nieobecność Anny w portowym magazynie, uświadomiło mu, że dziewczyna jest mu bliższa niż przypuszczał. Do głowy przychodziły mu różne scenariusze, wizje tego co mógł zrobić, a nie zrobił, i czuł jak narasta w nim głęboki żal, a nawet złość na siebie samego. Nie mógł pogodzić się z tym, że nie rozpoznał chwili.


kilka tygodni później znów musiał udać się po nowe skrzynie ze świecami. Nie bardzo miał ochotę spotkać ponurego brodacza za ladą, mimo to w posłuszeństwie wobec swoich zadań wyruszył do miasta. Gdy już dotarł pod drzwi magazynu usłyszał głos Ani śpiewającej swoją ulubioną piosenkę. W jednej chwili oblały go fale gorąca i zimna, a jego ciało całe drżało. Otworzył drzwi i zobaczył Annę przekładającą segregatory. Dziewczyna spojrzała na niego, uśmiechnęła się i powiedziała


-Wiesz, zdałam egzamin, będę akuszerką !!


Jens wciąż był tak spięty, że nie potrafił wydobyć z siebie nawet słowa. Na to Ania wyjęła spod lady dziwne pudełko i podała go Jensowi.


-Kiedy byłam w Bergen zrobiłam dla Ciebie sweter na drutach. Weź to dla Ciebie.


Jens podniósł rękę by odebrać pakunek. Spojrzał na wieko pudełka i dostrzegł napisane tam kilka słów:


„uwielbiam spoglądać przez okno mojej izby na Twoje światełko z Tungenes. Jeszcze bardziej uwielbiam patrzeć na światełko w Twoich oczach, kiedy patrzysz na mnie”


Chłopak spojrzał na dziewczynę i zrobił to, co powinien zrobić wcześniej


-Kocham Cię Aniu.


Od tamtego momentu, światło latarni Tungenes świeciło jakoś inaczej….

Zatem moi kochani czytelnicy, kiedy pogoda dopisze wybierzcie się na półwysep Tungenes, by odwiedzić latarnie morską Tunegens fyr. Zróbcie to, szczególnie jeśli szukacie światła, którego wam brakuje. Kto wie, może właśnie wtedy zabłyśnie dla Was płomyk, na który czekacie, by wskazał wam drogę i pomógł w trudach nawigacji przez zawiłości życia.


Stavanger KaftanBlady 21.03.2019

http://Kaftanblady.com





86 wyświetlenia

© 2023 by The Book Lover. Proudly created with Wix.com