top of page

Słodka cisza.. pierniczek w dłoni.


Szliśmy wąską ulicą małego nadmorskiego miasteczka. Gwar sezonu dawno już ucichł i łatwiej było usłyszeć oddychające w oddali morze niż cokolwiek innego. Ten rytmiczny szum morskiego oddechu był pięknym tłem dla naszych szeleszczących szeptów. Idąc w przytuleniu mijaliśmy zamknięte kawiarenki, sklepiki z pamiątkami, nieczynne lodziarnie i budki od których jeszcze pachniało pieczonymi goframi. Po drugiej stronie ulicy dostrzegliśmy wciąż czynną kawiarenkę. Oboje jednocześnie ruszyliśmy w jej kierunku. Zapach kawy i mruczące basy kawiarnianej muzyki stawały się coraz wyraźniejsze.

Chwyciłem za mosiężną klamkę, nacisnąłem i pchnąłem ciężkie drewniane drzwi. Dźwięk dzwoneczka i zapach kawy pomieszany z aromatem pierników, przywitały nas już w progu. Wiedźma zajaśniała radośnie i ścisnęła moją dłoń czując do mnie radość.

Za ladą stała starsza kobieta. Siwe włosy spięte w koczek, delikatny makijaż i równie delikatny uśmiech, którym śledziła nas przyjaźnie gdy siadaliśmy przy stoliku. Przywitaliśmy się grzecznie, a pani z koczkiem podeszła do nas i zapaliła świeczkę na naszym stoliku. Poczułem dreszcz co napłynął mi od Wiedźmy.


-Czym mogę was uraczyć skowroneczki?


Znów pojaśniało od wiedźmowej czułości.


-Poprosimy o dwie czarne kawy i po jednym z tych pachnących pierniczków. -Są one pierniki wyjątkowe. Mój Tomaszek je sprawił i na dzisiaj dał więcej miodu tak dla was kochaniency.


Gdy to mówiła, z zaplecza wyłonił się mężczyzna z tacą pełną pierników. Był tak samo siwy jak pani z koczkiem na głowie i tak samo delikatnie uśmiechnięty.


-Tomaszku przynieś proszę dwa pierniczki dla tych uroczych skowroneczków, a ja zrobię nam kawy.


Tomaszek prawie podpłynął do naszego stolika z całą tacą pierników. Chwilę przyglądał się nam, po czym ustawił przed nami dwa talerzyki a na nich pierniki, jeden w kształcie księżyca, ten dostał się Wiedźmie, a drugi w kształcie dębowego liścia i ten leżał na moim talerzyku.

Chwile później pojawiła się pani z koczkiem i postawiła przed nami filiżanki z kawą.


-Słodziutkich chwil skowroneczki życzę wam teraz.


Wiedźma patrząc jej w oczy odpowiedziała półszeptem


-Dziękujemy Milenko.


Powietrze w tym momencie zaiskrzyło pomarańczowym światłem. Tomaszek za ladą uśmiechnął się milionem zmarszczek w kącikach oczu. Kobieta z koczkiem pochyliła się nad Wiedźmą i pocałowała ją w czoło. Pochyliła się też nade mną calując w czoło i wtedy poczułem jej szept w samym środku serca. Był ten szept kluczem do jasności.

Siedzieliśmy przy stoliku, kochaliśmy każdą sekundę co mijała, każdy kawowy łyk i każdy piernikowy kęs nieskończoności. Kochaliśmy siebie pełnią każdego z serdecznych uderzeń naszej jedni.


Było ciepło, cicho i przytulnie. Na ladzie przed Milenką leżała książka "Co o tym czujesz Magu?" i gazeta z 16 listopada 1903 roku.


Slawek Podsiadlowski Grafika - Snechal Pendurkar



12 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Warkocz

bottom of page