Poziomkowa sielanka i dar jednoczucia (bo istotą szczęścia jest prostota)

Poranne Słońce wyłoniło się zza linii drzew a miliardy kropel rosy zabłysły jednocześnie, jakby na tę chwilę chciały naśladować gwiazdy nocnego nieba. Stałem tak przy oknie w bezmyślnym zapatrzeniu gdy poczułem, najpierw ciepło ust Wiedźmy na moim karku a potem zapach jej ulatujących snów. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem ręce do tyłu chcąc pochwycić Wiedźmę, lecz jej już tam nie było. Zobaczyłem ją w ogrodzie, szła boso sunąc po mokrej trawie w kierunku krzaczków poziomek. Odwróciła głowę i zerknęła na mnie uradowana porankiem.

Włączyłem ekspress, zrobiłem nam kawę i filiżanki zaniosłem na taras zalany pomarańczowym ciepłem Słońca. Wiedźma wyciągała żodkiewki z ziemi a ja czułem jej czuciem. Czułem radość małej dziewczynki przejawioną w każdym jej geście, czułem jej stopami i dłońmi, czułem ścieżkę jej myśli. I wiedziałem, że za chwilę poczuję smak poziomkowego całowania. Poczuję też kolejny figiel, przytulenie jej chłodnych rosą dłoni na moich ramionach. Tak, ona to zrobi spontaniczne a ja? Ja po prostu wybuchnę szczęściem, jeszcze bardziej smakując poziomkowe całowanie.


Slawomir Podsiadlowski



8 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Czujecie to?