Poza granicą osobowości, czyli konfesja Sławka P.

Są rzeczy, o których nie jest mi łatwo mówić czy pisać, a jednak są jak zachwyt co chce być wypowiedziany. Mam na czuciu rzeczy niezaprzeczalnie obecne w moim życiu, ale znajdują się na horyzoncie świadomości, w obszarze gdzie rodzą się cuda, gdzie mieszka poezja. Jest to coś, co najpierw dostrzegam jako cudowną bezkształtną plamę mieszanki wielu kolorów, a intelekt próbuje to nazwać używając znanych sobie MATRYC.

Marny trud umysłu.

Kluczem jest wyjście poza horyzonty poznania. Inaczej mówiąc, zamknąć oczy i POCZUĆ. Pozwolić sobie na pełne doświadczenie jak dziecko, czyli być w sercu całkowicie. Będąc jak dziecko, mogę włączać w proces poznania wszystkie dane mi zmysły i więcej jeszcze, mogę sięgnąć do matrycy wszechrzeczy, czyli do samego ŹRÓDŁA z którego ja przyszedłem i z którego wszystko się wyłoniło.

Dopiero wtedy mogę poznać to DLA SIEBIE, dowiedzieć się co dla mnie oznacza, czym jest i czemu to do mnie przychodzi.

No i teraz już wiem, jak określić to co czuję i wiem też, że znane mi słowa są na to ZBYT CIASNE. Ale jest jedno takie, co właśnie iskierką może być, a słowem tym jest MIŁOŚĆ.


Slawomir Podsiadlowski

/zdjęcie Aleksandra Klimas /




7 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie