Pocałunek, czyli nurkowanie w nurkowaniu

Na piaszczystym dnie w tym miejscu jeziora, leżała stara drewniana łódź do której Wiedźma i ja często nurkowaliśmy. Nie było tam głęboko, ale prądy wodne od znajdującego się kilkadziesiąt metrów dalej ujścia rzeczki Solelva, utrudniały pływanie.

Intrygygował nas ten wrak. Wyglądało na to, że prądy uchodzącej rzeczki odsłoniły wrak całkiem niedawno, i co chwilę odnajdowaliśmy tam jakiś drobny fragment rybackiego wyposażenia sprzed lat.


Wiedźma była tak zaaferowana wrakiem, że ciągnęła mnie nad jezioro prawie każdego dnia. Przyznam, że i mnie interesowała historia tej łodzi, szczególnie gdy widziałem cudowne rumieńce ekscytacji na wiedźmowym obliczu.


Tego dnia popłynęliśmy do wraku z radością małych dzieci. Słońce grzało i woda dawła przyjemne wytchnienie od letniego upału. Z małymi siatkowymi woreczkami u pasa, zanurzyliśmy się pod wodę z nadzieją, że tym razem znajdziemy jakąś wskazówkę czy znak, by odkryć kim był dawny rybak, albo czemu leży ona właśnie tu.

Pływaliśmy wokół wraku, dłońmi odgarniając piasek i szukając czegoś, co wyglądem dawało nadzieję na odkrycie tajemnicy.

Woda w tym miejscu miała głębokość około trzech metrów. Wynurzaliśmy się co kilkadziesiąt sekund by zaczerpnąć powietrza i przy okazji zamienić parę słów o naszych poszukiwaniach.

Po dłuższej przerwie i kilku radosnych pocałunkach, zeszliśmy pod wodę raz jeszcze. Och te pocałunki, są jak nurkowanie podczas nurkowania, wejście w bezdenną toń miłosnego współodczuwania.


Oboje jednocześnie znaleźliśmy się po wodą przy resztkach łodzi. Wiedźma podpłynęła do mnie, objęła mnie udami i ramionami i raz jeszcze przylgnęła ustami do moich ust na sekund kilka. Tak przytuleni opadliśmy razem na dno. Wtedy poczułem lekkie ukłucie w stopę. Gestem dałem znać Wiedźmie i pochyliłem się by sprawdzić na cóż natrafiła moja noga. Spod piasku wystawała drewniana deseczka z wyraźnymi znakami wypalonymi na jej powierzchni.


"KYSSE" ( słowo oznacza "POCAŁUNEK" w języku norweskim)


Wróciliśmy do namiotu uradowani i zaskoczeni jednocześnie. Chociaż nie pierwszy raz doświadczyliśmy takiego prowadzenia.


-Zatem Magu mój, wodniku figlarny, całujmy się częściej a odkryjemy więcej jeszcze...


Po powrocie do domu, w internecie znaleźliśmy ciekawe informacje o naszym odkryciu. Łódź o nazwie "KYSSE", należała do mężczyzny imieniem Tormod, który w latach 1905 - 1909, za drobną opłatą przewoził ludzi przez jezioro, skracając im w ten sposób drogę do miasteczka Osaland. Przeprawa przestała być potrzebna, gdy wybudowano most na rzece. Łódź, swoją nazwę zawdzięczała dziewczynie, która całowała przewoźnika zawsze gdy ją zabierał na drugi brzeg. Później dziewczyna ta została jego żoną.


Slawomir Podsiadlowski


Grafika - Pascal Campion




6 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie