top of page

Migdałowo-waniliowe gwiazdy (sensualna gęstość magii)

Wiedźmy kobieca doskonałość, od kwadransa stała naga, niczym przyklejona do okularu teleskopu. Od czasu do czasu poruszała lekko pokrętłem ostrości, albo obracała nieznacznie teleskop wokół osi. Płomień stojącej na stoliku oliwnej lampki, kołysał się leniwie w podmuchach wiatru wpadającego do salonu przez otwarte, tarasowe drzwi. Te podmuchy przynosiły mi wyraźny zapach jej kremu do ciała, taki waniliowo-migdałowy. No właśnie, jakaż to magia sprawiła, że jeszcze piętnaście minut temu wyszła spod prysznica i kremowała sobie ramiona, a teraz jak w jakimś transie, stoi przy teleskopie. Jestem wdzięczny pierścieniom Saturna, za ten czas wiedźmowego zapomnienia. Skupiona omiatała niebo teleskopowym okiem, a z jej wciąż mokrych włosów spływało kilka figlarnych kropel wody. Tak pięknie kreśliły wilgotne ślady na jej nagości. Jedna wędrując z ramion po plecach, dotarła aż do biodrowej krągłości. Inna właśnie zatrzymała się na prawym pośladku, załamując w sobie migotliwe światło płomienia oliwnej lampki. Dostrzegłem falę dreszczy na jej ciele. Sięgnąłem po szlafrok, wstałem i podszedłem do niej by ją okryć. Nie przerywając obserwacji uśmiechnęła się posyłając szept do mojego serca. -To nie z zimna mój magu, to z podniecenia. -Saturn tobą tak zawirował? -Nie mój drogi, to łaskotanie twoich oczu i iskierki męskiej siły. Pocałowałem ją w kark i zrzucając z siebie ubrania, poszedłem zaparzyć herbatę o którą mnie właśnie poprosiła. W tej chwili rozległo się wołanie sowy, ona już od kilku dni zwiastuje nam pocałunki. Slawomir Podsiadlowski Grafika - Nariyuki Kobayashi



27 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page