Kamienie i milczenie, czyli brzmienie ciszy. (piszę to, choć boję się o tym pisać)

#kaftanblady

Stavanger KaftanBlady nyheter 31.07.2018



Lyefjell, to miejsce, które znane jest z niczego. Po prostu jedna z wielu małych miejscowości w Dystrykcie Rogaland, gmina Time. Miasteczko w którym żyją ludzie (około 400 gospodarstw domowych), w otoczeniu naturalnego piękna. Budowę osady Lyefjell, rozpoczęto w latach 1970. Rozrastające się miasto Bryne, potrzebowało nowych terenów pod budowę domów. Zdecydowano się na ulokowanie osady na wzgórzu Lye, aby nie tracić cennych płaskich terenów rolnych, i pastwisk. Tak powstało Lye, miasteczko tarasowe, którego piękno potrafi być urzekające o każdej porze roku. Jedną z niewątpliwych zalet mieszkania w takim miejscu, jest bliskość cudownych szlaków, na które można wyruszyć wręcz wychodząc „za dom”. Lyjefiell, nazywane jest przez lokalną społeczność „Dachem Jaeren”. Rzeczywiście, wychodząc z domu, już z poziomu ogrodów, roztacza się widok na całą dolinę Jaeren, aż po wybrzeże morza. Kilka kroków „za dom” i nagle znajdujemy się na szczycie Lye, około 240 metrów nad poziomem morza, gdzie w pogodny wieczór, możemy usiąść na kamieniu, i nakarmić się kęsem bursztynowego słońca, zachodzącego za horyzont, popijając to szumem wody ze strumienia. Pozostawione przez cofający się lodowiec, małe jeziorka, oraz niezliczona ilość głazów na szczycie Lye, czynią to miejsce cudowną oazą spokoju, i azylem dla uciekających przed szaleństwem współczesności. Ponieważ mieszkam w Lye, mam to szczęście, że mogę uciekać „za dom” kiedy tylko mam na to ochotę. Owocem tych ucieczek, jest jedno z moich przemyśleń na temat ciszy, a właściwie MILCZENIA.

Być może w rozmowach z norwegami, zetknęliście się z takim powiedzeniem „snakker som en foss”, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „mówi jak wodospad”. Tego określenia, używa się w stosunku do ludzi, którzy są po prostu gadatliwi, mówią dużo i nie sposób im przerwać. Potoki słów wylewają się z ich ust niczym z gardzieli wodospadu. Są jednak też tacy ludzie, ekstremalnie oszczędni w słowach. Mówią niewiele, albo wcale, najczęściej wyłącznie pod wpływem emocji albo jakiegoś afektu, a może zbyt dosłownie, biorą sobie do serca powiedzenie „milczenie jest złotem”. Zarówno w jednym jak w drugim przypadku, dialog z takimi ludźmi jest poważnym wyzwaniem, a zaryzykuję stwierdzenie, że jest wręcz niemożliwy. Ponieważ, albo wylewają z siebie potoki słów, zupełnie nie potrafiąc słuchać, albo blokują dialog milczeniem.

Jakiś czas temu, siedziałem sobie na Lye, słuchając dźwięków góry, przyglądając się otoczeniu, i naszła mnie taka refleksja. Bryła potężnego głazu obok którego siedziałem, osadzona była na kilku małych kamykach (spójrzcie na jedno ze zdjęć). Ten widok wydał mi się tak absurdalny, że zacząłem głośno zadawać pytania: jak to możliwe, że tak potężna bryła granitu, osiadła na kilku niewielkich kamykach? Jaka siła tego dokonała? Czy to aby rzeczywiście sprawka natury? A może ktoś specjalnie to zrobił, żeby taki osobnik jak ja, stanął w osłupieniu i uruchomił umysł w poszukiwaniu rozwiązania.. Pytania rodziły się jedno za drugim, ale jedyne co mogłem usłyszeć w zamian, to szum wiatru i szmer przelewającej się wody w strumieniu opodal. Głaz milczał, zachowując swoją tajemnicę, i pozostawiając mnie SAMEGO z moim dylematem.

Kiedyś usłyszałem, że „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła”, czy jednak zawsze jest to prawdą? Czy pragnienie zrozumienia drugiego człowieka, który jest częścią rzeczywistości w której żyję, to przejaw niezdrowej ciekawości? Czy pragnienie dialogu, może być odebrane jako agresja w sferę czyjejś prywatności? Na pewno może tak być, niezdrowa ciekawość jest po prostu niezdrowa i tyle, ale czy jest zawsze NIEZDROWA i czy tylko CIEKAWOŚĆ?

Nie mogę oczekiwać tego, że głaz na szczycie Lyefjell, wejdzie ze mną w dialog, i zacznie snuć opowieść o tym, jak to setki tysięcy lat temu, brutalna siła lądolodów, oderwała go od macierzy, i powiodła setki kilometrów w dal, by w końcu mógł osiąść na kilku kamykach, rozpocząć wieczną tęsknotę do skały macierzystej, i zadziwiać przechodniów swoją formą… Nie mogę też, oczekiwać od wszystkich ludzi, spontanicznej otwartości, i swobody w wypowiadaniu uczuć.

Natomiast nie muszę sobie nawet wyobrażać, ludzi zamkniętych w swoich własnych światach, skupionych na własnych problemach, milczących i spiętych od targających nimi emocji. Tych emocji, które nagromadzone w nich do granic wytrzymałości duszy, spinają wszystkie ich mięśnie, zamykając umysł w okowach strachu, zaciskają usta i dławią gardła, by te nie były zdolne do wypowiadania żadnego słowa. Nie muszę sobie ich wyobrażać, bo każdego dnia spotykam ich w swoim życiu. Czemu o tym piszę? Bo zauważyłem, że milczenie, brak zdolności werbalizacji uczuć, to największa choroba współczesnego człowieka. I nie mam tu na myśli milczenia w ogóle, ale tego milczenia które uniemożliwia porozumienie między ludźmi. Milczenia które wypełniamy gadaniem o „dupie Maryni”, czyli o rzeczach zupełnie nieistotnych, albo wręcz o rzeczach które wyprowadzają nas na manowce agresji.

Czemu tak łatwo rozmawia się nam o polityce? Czemu tak łatwo w rozmowie osądzać i obgadywać innych ludzi? Czemu tak łatwo jest nam obrażać innych, kłócić się i walczyć z wściekłością o coś bez znaczenia właściwie?

I wreszcie, czemu tak ekstremalnie trudno jest nam rozmawiać ze sobą szczerze, o słabościach, emocjach właśnie, lękach i oczekiwaniach, pragnieniach, smutku, bólu, stracie, tęsknocie, szczęściu, dotyku, pocałunku, smaku… Właśnie SMAK. Czy nie uważacie, że dialog nadaje smak życiu? Bez dialogu, życie jest jak pokarm bez przyprawy, niesmaczne, mdłe, bez wyrazu… Dialog jest jak sól, nadaje smak, jest jak przyprawa, która odkrywa nowe kompozycje smakowe, jest jak kropla wody w szklance whiskey, która właśnie wydobywa najbardziej lotne aromaty trunku. Rozmowa jest lekarstwem na niezrozumienie, jest kluczem do pojednania, jest zaczynem dla przyjaźni, jest nasieniem miłości. Kiedy idziesz w góry, patrzysz na ich piękno, i ono właśnie wzbudza w tobie pragnienie podzielenia się tym. Kiedy jesteś tam sam, czujesz żal że nie ma z tobą bliskich twemu sercu. Pragniesz powiedzieć im „zobacz, ależ tu jest cudownie, zobacz na tę skałę, w tym świetle wygląda jak plecy Trolla… a tam!! Zobacz, widzisz te domki na stoku, jakie piękne, wyglądają jak bajkowa kraina krasnali… a ta woda jak się skrzy w słońcu, to jest jak jezioro diamentów” czyż nie tego właśnie pragniesz, czując piękno przelewające się przez ciebie? Pragniesz dzielić się tym teraz, już, w ty momencie!! Czy możliwość dzielenia się pięknem, nie sprawia że piękno jest jeszcze piękniejsze? Przyprawa w postaci słów zachwytu, potęguje twoją ekscytację i uzupełnia szczęśliwość.

Jest taka przecudowna pieść Simona i Garfunkla „The sound of silence”. Uwielbiam ten utwór za wszystko czym się stał. Piękno melodii i potężna prawdziwość słów, przenika mnie bez reszty. Niedawno, ten utwór doczekał się nowego wykonania, które uważam, jest krzykiem do współczesnego człowieka.


And in the naked light I saw

Ten thousand people, maybe more.

People talking without speaking,

People hearing without listening,

People writing songs that voices never share

And no one dared

Disturb the sound of silence.


"Fools" said I, "You do not know

Silence like a cancer grows.

Hear my words that I might teach you,

Take my arms that I might reach you."

But my words like silent raindrops fell,

And echoed

In the wells of silence.


Cisza jest jak nowotwór, który toczy nasze organizmy rozrastając się i karmiąc się nami. Wierzę w to że znajdzie się ktoś, kto ośmieli się otworzyć usta, by słowem rozedrzeć swoje ciemności. Ośmieli się być ponad swój strach, i pozwoli by piękno wdarło się do jego wnętrza porywając słowa zachwytu, wrzask radości. Zachęcam Was, byście spróbowali mówić innym o zachwycie, o tym co nosicie w sobie, o emocjach szczerze i odważnie. Ktoś to wydrwi? Może tak, ale ktoś inny podejmie dialog i…


https://www.youtube.com/watch?v=u9Dg-g7t2l4

#kaftanblady

Stavanger KaftanBlady nyheter 05.08.2018




36 wyświetlenia

© 2023 by The Book Lover. Proudly created with Wix.com