Kaftan Wydanie Wyjątkowe!! Miłości więcej jeszcze.

#kaftanblady

Stavanger KaftanBlady nyheter 14.08.2018

Kaftan Wydanie Wyjątkowe!! Miłości więcej jeszcze.

Zapraszam, byście przeczytali całość, bo naprawdę warto!!

Opowiadanie „Czarna Valhalla”, a właściwie jej trzecia część, którą opublikowałem kilka dni temu, wydaje swoje pierwsze owoce.

Kilka dni temu, jako zapowiedź pojawienia się epilogu „Czarnej Valhalli”, zaprezentowałem wam krótki fragment, w którym Waldemar i Ingrid wybrali się na wyprawę w góry. Nad brzegiem niewielkiego jeziora, Ingrid stojąca na tle pięknych norweskich plenerów, opowiada Waldemarowi o swoim kocie. Waldek natomiast, zauroczony pięknem chwili, notuje swoje myśli w notatniku.

Notatki Waldemara, przedstawiają męski ogląd tej chwili, jego uczucia, emocje, przedstawione z faceckiego punku widzenia. Jako mężczyzna, zastanawiałem się co w tym momencie, czuła Ingrid? Jaki jest jej kobiecy punkt widzenia? Jak ona, ocenia tę chwilę, co czuje, co dzieje się w jej sercu i umyśle? Chcecie się tego dowiedzieć??? Myślę że dla nas facetów, to może być potężna lekcja życia. Wczoraj wieczorem, dostałem maila z poruszającą treścią. Jedna z czytelniczek KaftanBlady, zdecydowała się anonimowo, podarować nam, swoją interpretację odczuć Ingrid. W krótkim opowiadaniu, zawarła lustrzane odbicie sytuacji, kobiece postrzeganie chwili, znad jeziora w Norweskich górach.

Na początek przeczytajcie wersję Waldemara:

***

Kiedy weszliśmy na szczyt, naszym oczom ukazało się małe jezioro, to ono było źródłem dla strumienia, który raczył nas swoją muzyką w drodze na górę. Rozłożyliśmy nasze rzeczy u brzegu tego uroczego rozlewiska. Ingrid stała na krawędzi półki skalnej, za tło, mając obraz doliny z majaczącym w oddali miasteczkiem Oltedal. Wiatr tańczył z jej włosami, a jej usta, modulowały dźwięki, układające się w słowa, a te w zdania, które nabierały treści. Obserwowałem to przedstawienie z Ingrid w roli głównej, a w moim notesie, skrzętnie notowałem co mi umysł podpowiadał:


„…. Stoisz na skale i opowiadasz mi o kocie, o tym jak mimo swojej szarości, ubarwił Twoje dni. Opowiadasz mi o kuwecie z piaskiem, i kociej sierści na poduszce, a ja obserwuję kosmyk twoich włosów unoszący się na wietrze, tańczący z nim szalony taniec, i patrzę na cień twojej kobiecej postaci, rzucony przez słońce, do stóp prawdziwej Ciebie.

Wypowiadasz słowa, które mieszają się z szumem górskiego wiatru, on niesie je ku mnie wraz z Twoim zapachem, i wiruje dziki wokół, wydmuchując płomień z tlących się drzazg mojego serca. Stoisz tak, na tle majestatycznego piękna rozlanego aż po horyzont, jak królowa świata, a mi się wydaje, że właśnie koronujesz moje serce miłością. Przybyłaś, by ogłosić nowe prawo, królewski dekret o kochaniu i przebaczeniu. Prawo, które nadaje mi pod władanie światy, o których nie miałem pojęcia, których nie znałem dotąd. Zamilkłaś nagle, patrzysz na mnie uśmiechając się, trochę zdumiona moim milczącym spojrzeniem. Może dostrzegłaś w moich oczach, ślad tego płomienia, który jaśnieje z każdym wypowiedzianym przez Ciebie słowem? Może zadziwiła Cie Twoja władza, nie wiedziałaś że wypowiadając słowa, możesz wzbudzić ogień? Patrzysz na mnie, a Twoje policzki unoszą się w uśmiechu. O rany, ten Twój uśmiech, w którym cofasz się w czasie, stając się znów małą dziewczynką. Królowa o dziewczęcym uśmiechu? Cudownie…. Kim jestem ja zatem? Staję się chłopcem z koroną na sercu? Księciem krainy słodkich pocałunków? Władcą świata w przykrótkich spodenkach, dumnie panującym nad swoją dorosłością? Czy to nie cudowne? Posiąść znów dziecięcą ufność, wiarę w miłość i wieczne szczęście. Stać się dorosłym z uśmiechem dziecka. Uśmiechem jak ten Twój, dziewczęca Królowo Świata, Pani płomieni, właścicielko szarego kota, który mimo swojej szarości ubarwia Twoje dni. Podaj mi rękę proszę, ja też mam koronę dla Ciebie. I ja, chcę podarować Ci nowe światy. Światy, których nie obejmiesz umysłem, ale obejmiesz ramionami. Świat kolorowy, jak kredkowy rysunek małego chłopca. Świat w którym jest blisko nawet gdy jest bardzo daleko….”


-Waldek, ty mnie nie słuchasz!!! Co tam wypisujesz w tym notesie?

-Nic, po prostu robię Ci literkową fotografię.

-Co??

Ingrid podeszła, i zdecydowanym ruchem wyrwała mi notes z rąk. Omiotła wzrokiem treść mojego pisania, a z jej oczu popłynęła łza.

-Ty wariacie… Myrna cie opętała.

-Tak? A ja myślałem że masz na imię Ingrid. No ale jak sobie życzysz, mogę i tak nazywać.

-Ty naprawdę oszalałeś Waldku.

-Oczywiście że naprawdę, moja droga Ing.. eeee Myrno. Bo czy da się oszaleć na niby? Szaleństwo zawsze jest realnie szalone.


***

Teraz ta sama chwila, oczami Ingrid:


WOW! Oltedal! Tu musi się cudownie mieszkać. Niby nie Kalifornia, a napis jak z Hollywood mają. Miałabym gdzie łazić na spacery- Bo ja lubię chodzić na spacery, ale nie po chodniku. Chodnik jest nudny. Lubię wyjechać i spacerować po lesie, górach, albo wyjść- byle nie na chodnik. Ostatnio mnie jednak gniotło w domu i musiałam wyjść i wyszłam na spacer po chodniku. I wyobraź sobie idę ledwie 50 metrów gdy dołącza do mnie „on”, na początku nie myślałam, że idziemy razem. Szliśmy sobie tak w milczeniu mijamy jeden zakręt, drugi, skręcam w lewo, „on” też. Chcąc nie chcąc zaczynam na niego patrzeć. Najbardziej pospolita odmiana jaką można zobaczyć. Smukły, szczupły żeby nie powiedzieć wychudzony, szedł sobie miękkim krokiem jakby płynął nie szedł. Nie wiem czemu wzroku oderwać nie mogłam. Zwykle tego nie robię. Zwłaszcza na tak oczywiste, pospolite osobniki. Gdyby był choć wyjątkowy, niespotykany. Ale był zwyczajnie pospolity. Oprócz nas nie było nikogo więc uczepiłam swe oczy na nim bez skrępowania. W pewnej chwili zatrzymał się, chyba poczuł mój wzrok na sobie, odwrócił głowę, jakby sprawdzał czy nadal za nim idę. Upewnił się i szedł dalej. Zrobiło mi się głupio, skarciłam się w duchu i tak naprawdę odechciało mi się łażenia wiec zawróciłam. Po kilku krokach, zobaczyłam go obok siebie. Szedł, patrząc na mnie jak na coś własnego. Poszedł za mną do domu. Wszedł do niego jakby wchodził do siebie. Obszedł salon, oplótł wzrokiem kanapy i mnie a potem zaczął podchodzić bliżej mnie. W kuchni zaczął ocierać się o moje nogi. Dziwnie przyjemne. Pomyślałam, że głodny. Nakarmiłam i on teraz wpada 2 – 3 razy w ciągu dnia. Zje, wypije, połasi się. Fantastycznie domaga się pieszczot. Kiedy siedzę i pracuję on zaczepia mnie miękką łapką bym go pogłaskała. Albo kiedy mam opuszczone i wolne dłonie, a siedzę na kanapie, stuka mnie noskiem i jakby sam siebie głaskał moimi rękoma. Niesamowite uczucie. Sprawia mi to przyjemność. Kiedy tylko idę do kuchni, idzie za mną i się ociera o mnie. Jak mu podaję coś do jedzenia, siada na tylnych łapkach i odbiera ode mnie kąski tak delikatnie, pomagając sobie przednimi łapkami. Trochę jak człowiek w kocim ciele. Nie lubię kotów. Jak już to muszą być „jakieś”. Kolorowe, nietypowe i puchate. Ten tymczasem jest zwykły, najzwyklejszy i oczywisty kot w paski podwórkowiec. Ale poczułam, że to oto pospolite, szare stworzenie mnie posiadło, a powinno być na odwrót prawda? Kobieta nie jest czymś co posiada się tak zwyczajnie. Tymczasem, on po prostu wziął sobie mnie, moją kuchnie, mieszkanie – cisza która nastała, nie była tym, czego oczekiwała. Zabrakło jej oczywistego YHM, lub chociaż hmmm. Tymczasem nie nastąpiło nic. Wyrzucała z siebie słowa niczym deszcz krople wody, lekko i bez konkretnego powodu. Nie po to by zakłócać ciszę, ale po to by podzielić się swoimi emocjami i tym, co akurat chciała powiedzieć, a czuła, że lubił jej słuchać. I ona lubiła z nim przebywać. Mówić i milczeć w jego towarzystwie. Kątem oka zauważyła jego postać skupioną nad notesem i skrobiącego coś pośpiesznie choć płynnie i lekko. Czasem, kiedy rozmawiali, niemal słyszała jak analizuje jej słowa. Zwykle wtedy wpatrywał się na nią i słuchał całym sobą. Ale nie teraz. Teraz jego notatki były ważniejsze niż wszystko inne i zdawało się, że świat został wstrzymany przyciskiem: pauza. Jakby łapał promyk słońca który uciekał, nie chcąc dać się zakryć chmurce, lub usiłował dogonić cząsteczki dwutlenku węgla wydychane z płuc by rozpłynąć się w powietrzu bezpowrotnie.

- Od kilku dni przychodzi do mnie kot. Wchodzi jak do siebie. Jest inny, delikatny, wrażliwy, ale strasznie nie lubię tych kocich sierściuchów wszędzie w domu, wiec nie sądzę bym go zatrzymała na dłużej – powiedziała tonem dziecka odpowiadającego na ocenę z pamięci, sprawdzając czy jest słuchana. Spojrzał na nią w końcu odrywając się od notatek, a ona uśmiechnęła się. – Z dziwnych powodów, zawsze kiedy ich spojrzenia się spotykały, nie umiała zareagować inaczej niż uśmiechem. Lubiła nawiązywać z nim kontakt wzrokowy i sprawiało jej to czystą przyjemność. Nie czuła się oceniana, a czuła się szanowana. Jego wzrok nie wyrażał próżnych i samolubnych żądz, a sympatię. Tak, sprawiało jej przyjemność kiedy czuła na sobie jego wzrok. Nie chodziło o kobiecą potrzebę ściągania na siebie uwagi, a o poczucie, że ten wzrok patrzy na nią, że ten mężczyzna widzi w niej cały swój świat. Jeśli będzie to konieczne to zamknie ją w klatce z ramion i ochroni przed wszystkim co złe i straszne. Wysłucha po nudnym dniu w pracy, jak bez sensu narzeka na wszystko bo akurat dziś ma swój słabszy dzień i nie oceni kiedy jutro rozpłynie się w zachwycie nad tym samym, bo akurat jej kobiecy głos wewnętrzny postanowił dziś dla odmiany kochać świat.

- nie mów, że robisz notatki z tego co mówiłam? I nie zapisuj tego, by użyć tego przeciw mnie przy najbliższej okazji, bo wymyślę coś głupszego – powiedziała z uśmiechem na ustach, on dalej zgarbiony, nieobecny jakby w swoim świecie.


-Waldek, ty mnie nie słuchasz ???!!! Co tam wypisujesz w tym notesie? – szok i niedowierzanie. Prawie zapytała go jak się czuje. TO nie było normalne.


-Nic, po prostu robię Ci literkową fotografię.


-Co?? – podeszła szybkim krokiem, jej twarz wyrażała grymas zdziwienia ale nadal się uśmiechała. Miała wrażenie, że nie rozumie co on właśnie powiedział. Wyrwała mu z ręki notes. Szybkim wzrokiem przesunęła po odręcznym piśmie. Coś w niej wybuchło. Ledwo powstrzymała ten balon pełny powietrza które już nie miało ujścia i chciało albo porwać balonik, albo go opuścić. Czytała, coś co zawsze chciała usłyszeć od mężczyzny. Takie słowa mogły by poruszyć skałę. To ten moment którego nie da się przeciągnąć. Nie jest już w stanie dłużej utrzymać wszystkiego w sobie. Trzeba albo dać się ponieść powietrzu, albo pozwolić mu ulecieć. Natychmiast.

Czuła się przy nim znakomicie, dobrze i spokojnie. Dostawała w tej relacji luksus bycia sobą, ale dopiero teraz zdefiniowała to uczucie jako coś, co ją dopełniało. Czuła się dobrze kiedy był obok. Kiedy szli razem nawet kamienie na szlaku zawsze były inne. Ta cisza i ten wiatr we włosach i te szarpane słowa z rozmów, i te rozmowy głębokie i płytkie. Zapach jego skóry zmieszanego potu z aromatem cedru, drzewa sandałowego zmieszanego z mandarynką i gałką muszkatołową, pędzone przez wiatr w jej stronę, wraz z tym co czytała zakręciły jej w głowie. Dopiero kiedy przeczytała w jaki sposób on definiuje swoje emocje, zrozumiała co ona czuła. Resztką swoich możliwości zatrzymała łzy, ale jedna była już w połowie drogi po policzku. Szukała jakichś mądrych, wzniosłych i pasujących do sytuacji słów


- Wariat z ciebie – wykrztusiła tylko ….


– Myrna cię opętała


-Tak? A ja myślałem że masz na imię Ingrid. No ale jak sobie życzysz, mogę i tak nazywać.


Jego żart miał rozładować sytuację, ale tylko wzmógł napięcie. Kokieteryjnie się zalecał i nawet nie próbował tego ukryć, zmienić tematu – Bezczelny! Jak on tak może otwarcie i bez cienia wstydu pisać takie rzeczy! Nawet jej głos wewnętrzny nie mógł uwierzyć w to co działo się w jej głowie, całym wnętrzem płonęła ze szczęścia. Uśmiechała się od samego środka na sam zewnątrz.

-Ty naprawdę oszalałeś Waldku.- teraz już się śmiała. Jego zupełnie niefacecki sposób nazywania rzeczywistości podobał jej się….


-Tekst anonimowy, umieszczony za zgodą autora-


***

I co Wy na to?


Przyszła mi do głowy myśl, żeby zachęcić Was do pisania. Moim zdaniem, amatorska zabawa w składanie literek, daje niesamowitą radość. Możliwość werbalizowania uczuć, szukanie słów i ubieranie w nie, tego co rodzi się w sercu i głowie. Jeżeli macie ochotę, dopisać swój punkt widzenia, swoje lustrzane postrzeganie tej sytuacji, bardzo was zachęcam by to zrobić. Przy tej okazji, chcę serdecznie podziękować autorce powyższego tekstu. Pogratulować odwagi i niewątpliwego talentu.

Panie i Panowie, zapraszam do pisania…


#kaftanblady

Stavanger KaftanBlady nyheter 14.08.2018



46 wyświetlenia

© 2023 by The Book Lover. Proudly created with Wix.com