Historia Sigrun 1. Czyli… sami sprawdźcie.

Aktualizacja: 28 sty 2019


To było dawno temu, tak dawno, że nie było nawet kamiennego krzyża na Karmøy. Eirik Eiriksonn, powrócił właśnie z ostatniej wyprawy na ziemie Pomorzan, gdzie plądrował słowiańskie osady na zachód od ujścia rzeki Oddera (dzisiejsza Odra). Tym razem Eirik nie miał powodów ani do dumy, ani do radości. W wyprawie bowiem, utracił dwa okręty i połowę swoich ludzi, a zdobycze w żaden sposób nie rekompensowały strat. Eirik przywiózł ze sobą, uprowadzoną z jednej z wiosek, Słowiankę o imieniu Samboja. Nie nadał jej nowego imienia, gdyż zamierzał podarować ją swojemu młodszemu bratu, i chciał by on to uczynił. Jednak Eirik porywając Samboję, nie wiedział że jest ona brzemienna. Gdy doniosły mu o tym jego służące, przygotowujące Samboję do roli sługi, Eirik wpadł we wściekłość. Nawet to mu się nie powiodło, na co komu ciężarna służka. Chwycił za pas z przytroczonym doń mieczem, pobiegł by zabić Samboję. Kiedy już dobywał miecza, ten nie dał się wysunąć. Szarpał mocno, lecz miecz w żaden sposób nie ustępował. To zirytowało go jeszcze bardziej, albowiem nie zdarzało się wcześniej nic podobnego, aby miecz konserwowany w lanolinowej kąpieli, utknął w pochwie nie dając się z niej wysunąć. Jeden z jego kompanów, świadek tego zdarzenia, szepnął:


-Panie odpuść, poczekamy aż porodzi. Jeśli urodzi się dziewczynka, zabijemy dziecko, a dziewkę oddamy w służbę.


I tak Samboja porodziła córkę, której nie zdążyła nawet nadać imienia. Była to zimowa pora, wyrzucono więc niemowlę w śnieg poza osadę, by wilki ją porwały. Tak się stało, że wędrował tamtędy Ulfr, wędrowny uzdrowiciel wracający z Eigersund, gdzie przebywał przez ostatni tydzień, uzdrawiając ludzi i sprzedając im ziołowe mieszanki. Dostrzegł on niemowlę w śniegu, ulitował się i zabrał ze sobą. Nadał jej imię Sigrun, albowiem to imię przyszło mu pierwsze do głowy, gdy ujrzał zamarzającą w śniegu dziewczynkę.


Sigrun, pozostawała pod opieką Ulfra, który wychowywał ją jak chłopca. Nauczył dziewczynę sztuki władania mieczem i posługiwania się łukiem. Przekazał jej całą swoją wiedzę o piśmie runicznym, o układaniu magicznych sentencji runicznych i pisaniu amuletów. Nauczył ją rozumieć naturę, rozmawiać ze zwierzętami, i mieszać ziołowe eliksiry, wspomagające proces leczenia, wzmacniające, chroniące i pokrzepiające. Przyszedł czas, kiedy Ulfr dostrzegł, że Sigrun gotowa jest do podjęcia samodzielnego życia. Przekazał jej wówczas resztę symboli mocy, zdradzając brzmienie aktywujących je sentencji, wypowiadanych w dawnej mowie. Opowiedział też dziewczynie, historię o tym jak ją odnalazł w śnieżnej zaspie, wędrując drogą powrotną z Eigersund. Sigrun wysłuchała go uważnie, zachowując wszystko głęboko w sercu, po czym zebrała swoje rzeczy i wyruszyła do krainy Rogaland, w poszukiwaniu swojego miejsca.


Gdy dotarła do Eigersund, udała się do gospody w której zazwyczaj zatrzymywał się Ulfr, i poprosiła o gościnę. Mieszkańcy Eigersund znali Sigrun, albowiem często tam przebywała podróżując wraz z Ulfrem. Chętnie ją zatem ugościli, licząc że podobnie jak Ulfr, pomoże im w leczeniu ich samych oraz ich zwierząt. Mimo iż Sigrun miała dopiero 19 lat, jej wiedza i umiejętności wprawiały mieszkańców Eigersund w zdumienie. Skuteczność jej mieszanek ziołowych, szybko stała się legendarna. Do Eigersund zaczęli przybywać nawet mieszkańcy odległych miejscowości, by uzyskać u niej pomoc w doskwierających im kłopotach. Sigrun nie odmawiała pomocy nikomu, i żyła z tego czym obdarował ją los. Jednak wciąż czuła w głębi serca, że Eigersund nie jest jej miejscem. Ponieważ Sigrun była bardzo piękną dziewczyną, o typowo słowiańskich rysach twarzy, gęstych upiętych w warkocz jasnych włosach i ciemnych brwiach, a jej rumiane policzki promieniały radością kiedy tylko się uśmiechnęła, wielu mężczyzn traciło przy niej rozsądek. Niekiedy stawali się zbyt nachalni w okazywaniu swoich uczuć, a wtedy Sigrun ze zwinnością wiewiórki, wymykała się im tak szybko, że nawet nie zauważali gdzie zniknęła. Pewnego wieczora, do gospody w której mieszkała Sigrun, przybył posłaniec w towarzystwie dwóch zbrojnych, służących Wikingowi Eirikowi. Albowiem także i tam, dotarła wieść o młodej znachorce z Eigersund, której eliksiry sprawiają cuda. Syn Eirika, zapadł na jakąś dolegliwość, której nikt nie potrafił uleczyć, zatem Eirik postanowił sprowadzić Sigrun do siebie, by służyła mu pomocą. Sigrun ani myślała poddać się woli wojowników posłanych przez Eirika. Próbowała wymknąć się swoim wiewiórczym sposobem, mimo to zbrojnym udało się ją pochwycić. Wtedy, rozzłoszczona Sigrun wyszeptała sentencję aktywującą Aegisjalmur. W tym momencie w karczmie pociemniało, i zapanował ponury nastrój. Oczy Sigrun rozbłysły sinoniebieskim blaskiem, a jej do tej pory piękne oblicze, nabrało przerażającej surowości. Sparaliżowani strachem posłańcy, puścili dziewczynę i umknęli w popłochu. Całe to wydarzenie, sprawiło że Sigrun długo nie mogła się uspokoić. Siedziała w swojej izbie, pogrążona w głębinach swojej duszy, próbując odkryć źródło dręczącego ją niepokoju. Tego właśnie nauczył ją Ulfr, „kiedy nie znajdujesz odpowiedzi na niepokojące pytanie, zacznij jej szukać w sobie”. I tak Sigrun poczuła, że choroba na którą zapadł syn Eirika, jest przyzywającym głosem opatrzności. Postanowiła zatem udać się do posiadłości Eirika, zaoferować mu swą pomoc, i odkryć czego oczekuje od niej opatrzność.


Dziewczyna nakreśliła sobie na czole symbol Aegisjalmur, by bronił ją przed napotkanym złem i okrywał aurą tajemniczości. Na szyi zawiesiła amulet Vegvisir, by wyostrzyć zmysły i nadać kierunek swoim myślom i krokom. Na piersi nakreśliła runiczny znak Sovilo, aby słoneczny blask ogrzewał jej serce. Przyodziała się w swe wędrowne odzienie, przepasała skórzanym pasem, a na ramię założyła swój łuk. I tak wyruszyła na spotkanie przeznaczenia.


Dotarła do posiadłości Eirika, w Soli nad złotą plażą. Strażnicy wysłuchali jej pozdrowienia, po czym pozwolili wejść przez bramę, obserwując dziewczynę z podziwem dla jej urody, ale i z lękiem, pomni opowieści o jej magicznych zdolnościach. Jeden ze strażników poprowadził ją prosto do komnaty Eirika, który już został uprzedzony o jej przybyciu. Aura, jaką otoczona była Sigrun, sprawiła że Eirik na jej widok, wyzbył się swojej dumy i przemówił do niej jak do równej sobie.


-Tyś jesteś tą znachorką, która swoją urodą wystraszyła dwóch moich wojów?


-nie moja uroda ich wystraszyła, ale ich własna złość którą ja, obróciłam przeciw nim samym.


- Zatem prawdę powiadają, że starodawne moce są po twojej stronie. Pomóż mi proszę cię, i spójrz na mego syna, który z każdym dniem traci siły, i boję się że przyjdzie mi pożegnać się z nim wkrótce.


Sigrun wyczuwała intensywną wibrację Vegvisir, i była pewna prawdziwości swoich przeczuć. Wiedziała że właśnie stoi w obliczu wydarzenia, które stanie się kluczem do zrozumienia jej przeznaczenia. Eirik, poprowadził Sigrun do komnaty w której leżał jego chory syn. Gdy tam weszli, Sigrun zobaczyła starszą kobietę, siedzącą przy chorym młodzieńcu, i trzymającą go za rękę. Kobieta gdy tylko ich ujrzała, powstała i skłoniła głowę.


-To moja służąca Samboja, przywiozłem ją z Pomeranii jako służkę dla brata. Ten jej nie chciał, i tak została w służbie u mnie. Teraz opiekuje się moim synem, a jej dobroć i cierpliwość wciąż mnie zdumiewa. To taka ironia losu, gdyż ja wyrządziłem tej kobiecie ogromne cierpienie, a ona w zamian odpłaca mi niezmierzoną dobrocią.


W głosie Eirika, dało się wyczuć drżenie smutku i żalu. Sigrun powoli ruszyła w kierunku łoża na którym leżał syn Eirirka. Samboja chciała odsunąć się na bok, lecz Sigrun poprosiła ją by pozostała. Dziewczyna uniosła obie dłonie, jedną z nich położyła na czole młodzieńca, a drugą podała Samboji. W tym momencie, spod szat Sigrun, wypłynął błękitny blask aury Vegvisir, wraz z pomarańczowo żółtym światłem amuletu Sovilo. Cały pokój w którym się znajdowali, wypełniły przelewające się barwy połączonych dusz. Piękno tego zjawiska sprawiło że Eirik ukląkł na kolanach i zaniósł się płaczem jak dziecko. Samboja i Sigrun, połączone duchowym mostem zrozumienia, przesyciły chorego młodzieńca potęgą czystej miłości, darowując mu nowe życie.


Samboja i Sigrun, nie powróciły do Pomeranii. Udały się na Islandię, ale też nie same. Albowiem pieczęć miłości, połączyła Sigrun i syna Eirika, który jak się okazało, były jedynym mężczyzną który potrafi pochwycić Sigrun, mimo jej wiewiórczego sprytu.

I chociaż zdarzyło się to bardzo dawno, to po dziś dzień znajdują się naśladowcy Sigrun, kreślący Vegvisir z nadzieją że ten pomoże im odnaleźć.. wiecie co?


#kaftanblady

Stavanger KaftanBlady 14.12.2018

http://Kaftanblady.com



299 wyświetlenia

© 2023 by The Book Lover. Proudly created with Wix.com