Historia Sigrun 4. Kryształowe serce dziewczyny.

#kaftanblady

Stavanger KaftanBlady 03.02.2019

http://Kaftanblady.com


Wcześniejsze historie Sigrun.

Historia 1 – https://slavkoturku.wixsite.com/kaftanblady/kaftanblady/historia-sigrun-czyli-sami-sprawd%C5%BAcie

Historia 2 – https://slavkoturku.wixsite.com/kaftanblady/kaftanblady/historia-sigrun-czy-widzieli%C5%9Bcie-%C5%9Bnieg-na-pewno

Historia 3 - https://slavkoturku.wixsite.com/kaftanblady/kaftanblady/historia-sigrun-3-czy-widzieli%C5%9Bcie-jak-%C5%9Bwiec%C4%85-ska%C5%82y


Historia Sigrun 4. Kryształowe serce dziewczyny.


To było dawno temu, tak dawno, że nie było nawet kamiennego krzyża na Karmøy. Wiosna zdążyła już na dobre zadomowić się w kotlinie Lysefjord, a na „Skandis” runicznym kalendarzu życia Sigrun pojawiły się nowe kreski. Na wyżynach otaczających Lysefjord topniejące śniegi roniły gęste łzy, obficie zasilając nimi górskie potoki. Szum spływającej z gór wody wypełniał dolinę, a huczące wokoło wodospady dopełniały ten spektakl, mrucząc swoją melodię. Tej nocy wyraźnie dało się słyszeć charakterystyczne dźwięki dochodzące z głębi doliny. Głuche uderzenia, jakby grzmoty, a towarzyszyły im lekkie wibracje ziemi. Ulfr znał to zjawisko i wiedział, co ono oznacza.


Ponieważ Sigrun była już dużą i silną dziewczyną, postanowił wykorzystać okazję i wyruszyć wraz z nią do kryształowych wodospadów.

Ulfr i Sigrun wstali jeszcze przed świtem, zapakowali wędrowny ekwipunek i spory zapas miodowych placków. Gęste mgły zalegały wciąż całą dolinę, a zapach wilgotnego mchu z każdym oddechem wypełniał ich płuca. Sigrun rozglądała się wokół, wybiegała w przód, zaglądając do każdej szczeliny między kamieniami, dotykając niemal każdej kępy mchu, nucąc sobie pod nosem jakąś wesołą melodię. Wędrowali w górę strumienia, a słoneczny blask coraz śmielej przebijał się przez mgielną zasłonę.


- Ulfi, czy tutaj żyją lemeny?


- Owszem, moja droga, i bardzo prawdopodobne, że spotkamy dzisiaj jakieś, ale uważaj, bo one nie lubią, jak staje się im na drodze.


Ledwo Ulfi zdążył wypowiedzieć swoje słowa, gdy Sigrun przykucnęła przed jedną z kęp traw, wpatrując się swoimi błękitnymi oczami w małą brązową kulkę. Leming początkowo syczał na nią, szczerząc długie ostre zęby, jak to mają w zwyczaju w chwili zagrożenia, ale po chwili zamknął pyszczek i tak jak Sigrun, wpatrywał się w nią z dziwnym spokojem. Dziewczyna wyciągnęła dłoń w jego kierunku, a zwierzak powoli wszedł na nią, obwąchując ciekawie jej palce. Po chwili skulił się w kłębek na jej dłoni, a Sigrun głaskała go, mrucząc coś pod nosem.


- Ulfi, zobacz, on jest taki miękki i wcale się nie złości, tylko trochę się bał, ale już przestał.


Ulfr, rozczulony tym co widzi, uśmiechnął się do niej ciepło i wskazując coś w oddali, powiedział:


- Zobacz, jesteśmy już prawie na miejscu. Tam jest cel naszej wędrówki. Zostaw małego przyjaciela, niech idzie do swoich, a my ruszamy w górę. Szczerze mówiąc, to już jestem trochę głodny.


Sigrun położyła leminga na trawie, pożegnała się z nim i spojrzała w górę strumienia. Obłoczki pary wodnej mieniące się w oddali wszystkimi kolorami, wskazywały, że właśnie zbliżają się do kryształowych wodospadów. Szum potoku wzdłuż którego szli, powoli ustępował bardziej donośnym odgłosom, wydawanym przez masy wody spadające z wysoka, by rozbić się o skały, tworząc mgłę drobniutkich wodnych cząsteczek. Promienie porannego słońca rozszczepiały się w mikroskopijnych kroplach, zakrywając okolicę wielobarwną woalką. Sigrun stała chwilę znieruchomiała, obserwując to niezwykłe przedstawienie, w którym potęga i moc natury łaskawie okazywała swoje piękne oblicze.


- Ulfi, ale to piękne!!! Tutaj na pewno mieszka Freya.


Z oczu Sigrun spływały ogromne łzy wzruszenia, a jej otwarte usta zdradzały pełnię zachwytu dla tego, co widzi.


- Tak Kwiatuszku, to bardzo piękne miejsce, a o tej porze jest szczególnie piękne. Dużo wody z topniejących śniegów sprawia, że wodospad żyje z podwójną mocą. Czasami siła wody, która się w nim przelewa, jest tak potężna, że może kruszyć skały.


- Czy to dlatego słyszeliśmy w nocy takie dudnienie? To pękały głazy?


- Właśnie tak. Ogromne fragmenty skał odrywały się i spadały do stóp wodospadu. To właśnie dlatego ziemia drżała i słyszeliśmy ten hałas. Wiesz co, zjemy sobie coś i chwilę odpoczniemy, a potem coś ci jeszcze pokażę.


Miodowe placki wyjątkowo im smakowały, a zimna woda z wodospadu ugasiła pragnienie, ożywiając też ducha. Gdy się już posilili, Ulfr rozejrzał się wokoło w poszukiwaniu rumowiska skał, które niedawno narobiły takiego hałasu. Miał nadzieję odnaleźć trochę minerałów, które mógłby pokazać Sigrun i przekazać jej nieco nowej wiedzy. Najbardziej zależało mu na kwarcowych stożkach, gdyż w głębi duszy czuł, że kwarc to kryształ pasujący do natury Sigrun. W tym momencie usłyszał krzyk dziewczyny.


- Ulfi, Ulfi, chodź, zobacz, znalazłam światełka w kamieniu !!!!


Ulfr spojrzał w jej kierunku. Sigrun stała u podnóża góry, wśród skalnego rumowiska, którego nie było jeszcze rok temu. U jej stóp leżała wielka ilość okruchów białego kalcytu, a na marmurkowych odłamkach widać było mikowe pióropusze, błyszczące w blasku słońca, niczym małe lusterka. Z daleka wglądało to tak, jakby dziewczyna znajdowała się na łące pełnej świetlików, które otaczały ją jak swoją królową. Sigrun trzymała w ręku niewielki kryształ kwarcu, który błyszczał w jej palcach pulsując na przemian to głęboko błękitnym blaskiem, to znów jaskrawym światłem kwarcowej bieli. Tym razem Ulfi zaniemówił na ten widok….


Z wędrówki wrócili z sakwami pełnymi minerałów. Były tam kalcytowe kryształki, kwarcowe stożki, mikowe płytki przyrośnięte do marmurowych kamieni... Całą drogę powrotną Sigrun trzymała w ręku jeden malutki biały kamyk, oszlifowany już przez wodospadowe strumienie. Mimo mnogości minerałów zebranych tego dnia u podnóża kryształowych wodospadów, dziewczyna upodobała sobie właśnie ten mały biały kamyk. Ulfr znał tego przyczynę, wiedział, że dla Sigrun powoli nadchodzi czas Frøyi.

Następnego dnia Ulfr wybrał spośród przyniesionych dzień wcześniej kamieni, jeden z największych kryształów kwarcu i zręcznie rozłupał go na pół.


- Ulfi, co robisz?


- Już czas Kochana, żebyś miała swój prawdziwy amulet. Dzisiaj go razem zrobimy.


Sigrun odeszła, by po chwili wrócić z swoim małym białym kamykiem w dłoni. Położyła na ławie przed Ulfim.


- Tak, Kwiatuszku. Widziałem, że odnalazłaś swój kamyk. I chyba wiem, jaka runa Ciebie wybrała.


Wyszli razem przed dom, w czasie kiedy południowe słońce grzało najmocniej. Ulfi przygotował kępę suchych traw i przy pomocy skruszonego kryształu kwarcu skupił na niej słoneczne promienie śpiewając pieśń Fehu. Sucha trawa zaczęła dymić, by po chwili zapłonąć. Szaman przeniósł płomień do chaty, by oczyścić nim miejsce w którym za chwilę będą rzeźbić amulet. Przez całe popołudnie na zmianę ryli runę Fehu na białym kamyku Sigrun. Kiedy już zakończyli swoją pracę, Ulfi założył amulet na szyi dziewczyny i szepnął jej do ucha kilka słów w dawnej mowie.


- Freya obdarowała cię pięknem i mądrością. Masz kryształowe serce, którego moc dopiero objawi się w pełni. Kochaj i bądź kochana, czuj i polegaj na tym, co czujesz. Odpowiedzi najpierw szukaj w sobie i pamiętaj, że to w Tobie jest cała mądrość wszystkich światów.


Tego wieczora, znowu zapłonęło ognisko nad brzegiem Lysefjord. Torsdag - dzień Thora, miał się ku końcowi, a nadchodził Fredag – dzień Frøyi. Sigrun jak zawsze tańczyła wokół ogniska, a jej śpiew niósł się dalekim echem nad wodami Lysefjord, ale tym razem jej głos był pełniejszy i donioślejszy niż zwykle.


Sigrun powróci..

Stavanger KaftanBlady 03.02.2019

http://Kaftanblady.com






44 wyświetlenia

© 2023 by The Book Lover. Proudly created with Wix.com