Gdzie drwa rąbią, czyli dogłębne widzenie… (osobiste, z ISTOTY transformacji)


Tak, tak, tym razem nie będą to tylko „okruchy transformacji”, i chociaż wiem, że czekacie na kolejną historię z Wiedźmą to pozwólcie, że zanim to, położę przed Wami nieco serdecznego pyłu.


Pytacie o transformację, a ja chcę odpowiedzieć, tylko jak zacząć?


Dobrze, zacznę klasycznie.


Pamiętasz stan zakochania? To ważne, bo stan zakochania to preludium do zrozumienia istoty tego, co się z nami dzieje w życiu. Zatem masz zakochanie i czujesz w sercu coś niepokojąco radosnego coś, co od czasu do czasu rozlewa się po Twoim ciele trafiając też do umysłu. Co robi wtedy umysł? Otóż robi to, co potrafi najlepiej, mianowicie generuje myśli. Nie są to myśli zwyczajne, takie prozaiczne, nudne, automatyczne. Myśli pod wpływem zakochania są jedyne i niepowtarzalne. Mają jeden kierunek, prowadzą wprost do drugiego serca, a ono, to drugie serce jest światełkiem dla kolejnej myśli i synchronicznością Twojego własnego serdecznego rytmu.


No i właśnie taka jest transformacja.


Budzisz się pewnego zimowego dnia i patrzysz na otaczającą rzeczywistość. Wychodzisz z domu i widzisz oszronione źdźbła traw, jakby wyrosły na nich krystaliczne igiełki. Zaciekawiony przyglądasz się im i czujesz podziw dla tej struktury jedynej w swoim rodzaju, która powstała ot tak, spontanicznie bez niczyjego udziału, i jest piękna, i jest subtelnie delikatna, i jest darmowa. Uśmiechasz się do szronu nie wiedząc, że za chwilę poczujesz jak rodzi się łza w Twoim oku, a czemu? Bo właśnie wyszło Słońce i rozświetliło ten szron dając mu kolor, a Ty? Stoisz, chłoniesz i nie marzniesz wcale tylko sobie ocierasz łzę.


Będziesz robić śniadanie, i sięgasz po słoik dżemu. Patrzysz na ten słoik, jest taki szklany a jego kształt nie zmienił się odkąd pamiętasz. Przyglądając się słoikowi, sięgasz myślą jakieś 7 tysięcy lat wstecz, gdzieś do starożytnej Mezopotamii, i widzisz człowieka, który wytopił właśnie szklaną płytkę i przygląda się jej dokładnie tak jak ty teraz temu słoikowi. Ten starożytny Asyryjczyk jest taki jak Ty, a Ty jesteś jak on, chociaż dzieli was czas i przestrzeń, kilka religijnych przemian, kilka narodzonych i upadłych kultury, setki wojennych konfliktów i podpisanych przymierzy. To wszystko bez znaczenia, Ty i on, wy po prostu patrzycie na szkło.


Siadasz przy stole i widzisz drewniany blat, jest pokryty lakierem, ale wciąż widać jego strukturę, to jak układają się słoje. Twoje myśli przenikają do wnętrza tej struktury i w końcu widzisz takie mikroskopijne cieniutkie włókna, którymi gdy jeszcze to drewno było drzewem, płynęły soki by zasilić liść w jego koronie. Dzięki tym liściom mogły zakwitnąć kwiaty, a na nich siadały owady i pod koniec lata opadło z gałęzi nasionko. Teraz to nasionko czeka na krople deszczu by się z niej napić i pęknąć, rozpoczynając wzrost nowego drzewa, które być może posłuży Twoim prawnukom do zbudowania nowego stołu.


Chcesz więcej?


Idziesz do pracy i spotykasz kolegę, opowiada Tobie o kłopotach, z którymi jutro musi się zmierzyć, a Ty słuchasz go i rozumiesz o czym mówi, i rozumiesz jak ważne jest to dla niego, ale czujesz tam coś jeszcze. Bo gdy mrugniesz, w tym okruchu chwili, gdy Twoje oczy są zajęte mrugnięciem, widzisz głębiej, widzisz bardziej, widzisz jak jego serce ściśnięte jest strachem. Czujesz ten strach i znasz jego naturę, dlatego w odpowiedzi na jego słowa, patrzysz mu w oczy uśmiechając się i mówisz „posmaruj to wszystko dżemem, nie zniknie, ale będzie smaczniejsze”.


**

Miało być z „ISTOTY transformacji”, a chyba wysypałem tylko okruchy, no może nieco więcej?.

Wciąż uczę się słów, które pasują na nowe kartki mojego życia w nawiasach ziemskiej prawdy o „tu i teraz”. I wciąż Miłość, Bóg, Wszechświat, zaskakują mnie darmowością Miłości do mnie, rozpuszczając mnie w zakochaniu życia.

Bo życie jest świątynią i dzieją się w nim CUDA.



24 wyświetlenia1 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie