Amulet runiczny Ægishjálmur. Część 3

Dziś zajmiemy się kolejnym znakiem runicznym o nazwie Ægishjálmur. Dowiedzieliśmy się już, że amulety, a właściwie znaki znajdujące się na amuletach, miały bardzo konkretne przeznaczenie. Chociaż w naszych rozważaniach, przyglądamy się tylko dwóm takim symbolom, to w rzeczywistości było ich znaczenie więcej. W zdjęciach poniżej, oprócz Ægishjálmur, pokażę wam jeszcze kilka innych.


Symbol któremu dzisiaj się przyjrzymy Ægishjálmur , oznacza "Hełm grozy". Słowo Ægir w języku staro nordyckim, oznacza „Terror”. Taką nazwę Ægir, nosił też jeden z mitycznych gigantów morskich, siejący terror wśród żeglarzy. Zatem amulet z symbolem Ægishjálmur, miał stanowić hełm ochronny przeciw złym mocom. O Ægishjálmur, wspomina XIII wieczne dzieło islandzkiego autora zatytułowanym „Vülsungasaga”. Znajduje się tam opowieść o chciwym krasnoludzie, który w swojej zachłanności, zamienił się w smoka. W powieści tej, krasnolud o imieniu Fáfnir, nakreślił na sobie symbol Ægishjálmur, by chronił jego i pilnowany przez niego skarb krasnoludzkiego ludu „Nilfung”, w mitologii germańskiej nazywanych „Nibelungami”. „… i Fáfnir powiedział: Podniosłem znak Ægishjálmur przed wszystkimi ludźmi, w trosce o dziedzictwo mojego brata. Wypluwałem truciznę, jad, na wszystkie strony wokoło, aby nikt nie ośmielił się do mnie zbliżyć. Ja nie miałem żadnej broni, a ich było tak wielu i byli tacy silni, jednak nikt nie zbliżył się do mnie, tak bardzo się bali.”


Dalej w Sadze „Vülsungasaga” czytamy, że krasnolud Fanfir mimo wszystko został zgładzony przez Wikinga o imieniu Sigurd, który chciał zdobyć skarb Nilfung. Jako zdobycz na Fanfirze, Sigurd otrzymuje jeden z jego „przedmiotów mocy” którym jest właśnie Ægishjálmur. Wersety opisujące Ægishjálmur mówią tak: "Obiekt ten nie jest hełmem, lecz raczej ogólnym okryciem otaczającym noszącego, dając mu przerażającą mocą, by przerażać i osłabiać jego wrogów. Moc jest skoncentrowana w oczach lub pomiędzy oczami, a jej działanie jest jak wężowy jad, który paraliżuje ofiarę ".


Kiedy Sigurd nałożył na siebie Ægishjálmur "Jego oczy rozbłysły tak przenikliwie, że niewielu odważyło się spojrzeć pod jego czoło", tak opisuje ten moment „Vülsungasaga”.


Symbol Ægishjálmur, można było też przywołać za pomocą specjalnego rodzaju magii, zwanej "seidr" (nordyckiej magii praktykowanej na długo przed pojawieniem się Wikingów). Seidr mógł być użyty do wpływania na umysł poprzez zapomnienie, złudzenie, iluzję czy strach. Symbol Ægishjálmur, jest w specjalnym podzbiorze magii seidr zwanej "sjónhverfing", magicznym złudzeniem lub "oszukiwaniem wzroku", gdzie czar seidr, wpływa na umysły innych, tak że nie widzą rzeczy takimi, jakimi są naprawdę.


Zatem widzimy, że symbol czy Ægishjálmur, uważany za potężny znak obronny, miał zastosowanie polegające na odstraszaniu sił przeciwnych jego posiadaczowi.

W Internecie, można znaleźć mnóstwo grafik, przedstawiających zarówno symbol Vegvisir, jak i Ægishjálmur. Niestety znakomita większość tych symboli, jest niezgodna z tymi które znajdą się w Galdrastafir, Islandzkiej księdze magii, o której wspominałem w poprzednich felietonach. Poniżej, przedstawiam wam rysunki pochodzące właśnie z Galdrastafir.


W tym miejscu, muszę zwrócić wam uwagę na zawiłość tematyki związanej z runami i symbolami runicznymi. Wiąże się to z podstawowymi pojęciami „dobra” i „zła”. Ja wiem że to brzmi dziwnie i skomplikowanie, ale pomyślcie sobie, że to co dla jednej osoby jest „dobre”, dla innej niekoniecznie takie musi być. Każdy człowiek, jest z natury wolny i może ustalać sobie swoją hierarchię wartości. Dobrym przykładem na wyjaśnienie tej kwestii, może być historia niemieckich nazistów. Zapewne każdy z was zetknął się z symbolami SS, noszonymi wraz z symbolem czaszki na mundurach i czapkach, przez członków nazistowskiej formacji SS. Symbole SS, to nic innego jak zapisane obok siebie dwie runy Sovilo, symbol związany ze Słońcem. Sovilo to runa przewodnik, przeznaczona dla mężczyzny i prowadząca do zwycięstwa. Kolejnym symbolem użytym przez nazistów, jest znak który nazywamy „swastyką”. Zanim został on zohydzony przez nazistów, uważany był za symbol szczęścia.

Dlatego właśnie, na początku tego krótkiego cyklu felietonów o runicznych amuletach, zadawałem wam pytanie „gdzie mieszka dusza”. Czemu się tego uczepiłem? Otóż istnieje w nas samych, coś takiego co można nazwać intuicją moralności. W uproszczeniu, jest to coś w co my ludzie zostaliśmy wyposażeni. Jest to wpisane w Kondycję bycia człowiekiem. Na czym to polega? Jak to działa? To nic innego jak głębokie przeczucie tego co jest dobre i tego co złe. Intuicyjnie czujemy że zabijanie jest złe, intuicyjnie czujemy że pomaganie innym jest dobre, że tak należy czynić. Czujemy że nie jest dobrym, szkodzenie innym, niszczenie czyjegoś życia, zabieranie komuś wolności. Nasz wewnętrzny kompas, naturalnie prowadzi nas w kierunku dobra, prowadzi do piękna, do życia. Nasz wewnętrzny kompas, ostrzega nas przed złem. Skąd nam się to wzięło? Jak to się stało że mamy w sobie takie szablony? Oczywiście bardzo dużo z takich zachowań, przyswoiliśmy sobie w procesie wychowania. Coś dostaliśmy od rodziców, coś ze szkoły, coś do nas przylgnęło z relacji społecznych czy religijnych w których przyszło nam dorastać. Inaczej mówiąc, w dużej mierze ukształtowało nas życie. Jednak są takie cechy, które wynikają wyłącznie z naszej natury. Kiedy wybierasz się na wędrówkę w góry, czy na wystawę sztuki, podziwiasz rzeczy których wcześniej nie widziałeś, i czujesz w głębi siebie co jest „Piękne”, co jest „majestatyczne”, co jest „zdumiewające”, czujesz co porusza ciebie do głębi, a co tylko muska powierzchownie. Teraz przypomnij sobie tę chwile, w której poczułaś zakochanie. Przecież nikt ciebie tego nie uczył, nikt nie podał tobie schematu, szablonu tego na czym polega kochać !!. Jednak wtedy byłaś pewna tego co czujesz i że to jest cudowność, i że chcesz, że pragniesz czuć to jeszcze i jeszcze. Czekałaś z utęsknieniem, kiedy nadejdzie ten moment, chwila by znowu móc poczuć te dziwne dreszcze. Kto nauczył cię tych dreszczy? Kto nauczył pragnienia dotyku, kto wlał w ciebie pragnienie pocałunku? Skąd wiedziałaś? Miałaś jakiś amulet na czole? Wypowiedziałaś jakieś „magiczne” słowo? O tak, zapewne w końcu zrobiliście to oboje….. słowo tak proste, a niosące w sobie esencję szczęścia.

Są też w nas naturalne pokłady emocji, znajdujących się na antypodach miłości. Inaczej mówiąc, intuicyjnie też potrafimy się wściekać, złościć, nienawidzić. To są właśnie takie nasze cechy, które nazywamy „Atawistyczne”. Coś co istnieje w nas pierwotnie, jak lęk o przetrwanie, walka o przeżycie, związana z pewnymi pierwotnymi reakcjami zapisanymi w naszą naturę. Istnieje w nas taka siła, która może WSZYSTKO. Bo potrzebny jest nam też szacunek dla samych siebie, poznanie własnej wartości, odkrycie swoich zdolności. Potrzebne jest nam poznanie samych siebie, byśmy wiedzieli kim jesteśmy, na co nas stać, a co za tym idzie, potrafili używać naszych „mocy” w odpowiednich momentach i dawkach.

Czemu o tym piszę? Jaki to ma związek z runami?

Okazuje się, że kluczem do wszystkiego jest właśnie Miłość. To co głosi Chrześcijański „Kerygmat”, czyli Miłość i przebaczenie. Wszystko czego naprawdę potrzeba człowiekowi do szczęścia to Miłość. Miłość jest najpotężniejszym „amuletem” jaki można sobie wyobrazić. Miłość wyzwala w nas moce o których nie mamy nawet pojęcia, których nigdy byśmy się nie spodziewali. Miłość jest niewyczerpana, nieskończona, do tego stopnia, że nosiciel Miłości rozsiewa ją wszędzie wokół siebie. Miłość rodzi mądrość, szacunek, troskę, czułość, delikatność, dobroć.. uzdalnia do dawania bez ograniczeń, a dlaczego? Bo ktoś kto rozdaje siebie z miłości, otrzymuje tysiąckroć więcej, może być w tej miłości rozrzutny. Zatem, kochajmy i dajmy się kochać, bo to jest najpotężniejsza moc, która pozwoli nam pozostać w równowadze. Wtedy nie będzie nam potrzebna żadna „magia”, żadna koncentracja mocy, albowiem WSZYSTKO już mamy w sobie. Naprawdę WSZYSTKO czego nam trzeba, znajduje się w nas samych. Niezgłębione przestrzenie, wypełnione wszelkim bogactwem którego do życia nam trzeba. Z tym wszystkim wyszliśmy z łona matki, i tacy też stąd odejdziemy.


Na tym zakończę cykl felietonów o runach i amuletach. Wkrótce powrócę do Was, z treściami nowymi, które mam nadzieję będą dla was ciekawe. Zarysowała się też fajna możliwość, na to żeby spotykać się z wami osobiście…. Ale o tym mam nadzieję, poinformuję was wkrótce.


Poniżej, rzeźbiona w drewnie scena, w której Sigurd zabija Fanfira. Ryciny symboli Ægishjálmur oraz Vegvisir. Stronice z Galdrabok.


#kaftanblady

Stavanger KaftanBlady 13.12.2018













136 wyświetlenia

© 2023 by The Book Lover. Proudly created with Wix.com