Żaglowce, konserwy i rewolucja przemysłowa, czyli „I jak tu nie kochać przeszłości?”

#kaftanblady Stavanger KaftanBlady 17.02.2019 http://Kaftanblady.com


Dziś chcę zaproponować Wam coś lekkiego, taki trochę leniwy niedzielny spacer po stavangerskich zaułkach niedalekiej przeszłości.

Wszystko przez wczorajszy wieczór, który miałem przyjemność spędzić w towarzystwie polonijnych przyjaciół, zasiadając wraz z nimi przy stole w przytulnym „Crepes Suzette”, znanej z serwowania najsmaczniejszych w Stavanger naleśników i zapiekanek.


Czas, spędzony tam przy dźwiękach gitary i klimatycznych szantach śpiewanych przez przybyłych z Flekkefjord, Pawła „Paco” i jego małżonkę Agę, organizatorów „The International Maritime Folk Festival”, a także samo miejsce, w którym znajduje się „Crepes Suzette” (na szczycie wzgórza w centrum Stavanger, tuż obok starej kamiennej wieży strażniczej pożarników), wprawiły mnie w dość nostalgiczny nastrój. Ponieważ głównym tematem naszych rozmów był właśnie „The International Maritime Folk Festival”, moje myśli mimowolnie wędrowały do czasów hardych żeglarzy, szorstkich lin i mocnego rumu…


Zatem zaczynamy.


Historia Norwegii, siłą rzeczy, ściśle związana jest z morzem, żeglowaniem i oczywiście wikingami. Dziś nie będziemy zagłębiać się w zawiłości dawnych rodów, historycznych dat czy innych wydarzeń. Chcę zwrócić Waszą uwagę na pewien okres z niedalekiej historii, który położył podwaliny pod rzeczywistość, w której obecnie przyszło nam żyć. Okres przełomu wieków XVIII i XIX, a dokładnie zapoczątkowana w Anglii „rewolucja przemysłowa”, był momentem, w którym rozpoczął się proces głębokich zmian gospodarczych, które w efekcie wymusiły też niezwykle głębokie zmiany społeczne. Mnie osobiście, okres ten interesuje właśnie ze względu na zmiany społeczne, których skutki dziś odczuwamy w konkretnym a często bardzo głębokim i osobistym wymiarze. Może dziwicie się i zadajecie pytanie, jaki wpływ może mieć jakaś tam „rewolucja przemysłowa” na to jak, albo co ja czuję dzisiaj? O ile, każdy raczej zgodzi się z tym, że ma ona jakiś wpływ na to, jak żyję, ale czy ma wpływ na to co czuję?? Sprawdźmy.


Po pierwsze, okres sprzed „rewolucji przemysłowej” to czas rękodzieła. Mówiąc prościej, nie istniało pojęcie masowej maszynowej matrycowej produkcji. Owszem, ludzkość od wieków używała narzędzi, by ułatwić sobie pracę, ale można było mieć pewność, że wszystko co otaczało człowieka było wytworem jego rąk. Każdy garnek, każdy mebel, buty, odzież, czy jakikolwiek inny przedmiot codziennego użytku, był dziełem jakiegoś rzemieślnika. Przyjrzyjmy się temu bliżej nieco.


Udamy się teraz do Stavanger, a dokładnie dzielnicy Storhaug. Ci z Was, którzy mieszkacie w Stavanger, wiecie jak ta dzielnica wygląda dzisiaj. Nie odbiega w niczym od podobnych takich dzielnic innych norweskich miast. Natomiast okazuje się, że nasiąkało ono obecnością człowieka przez tysiąclecia. Już 3000 lat temu, w epoce żelaza, ludzie zasiedlali to miejsce. Sama nazwa „Storhaug” czyli Duży Kopiec, pochodzi od starego kurhanu usypanego około 1400 lat temu, będącego grobowcem dla co bardziej znamienitych mieszkańców tego miejsca. Ludzie tam mieszkający przez wieki przeżywali swoje życie w podobny sposób. Zajmowali się rolnictwem, hodowlą zwierząt, budowali żaglowce, byli rybakami, drwalami, a kiedy trzeba było to wyruszali na „Viking” chwytając za miecz. Wszystko zmieniało się powoli i w harmonii z ludzką naturą i jej specyfiką. Dopiero rewolucja przemysłowa zapoczątkowała zmiany tak gwałtowne, że człowiek przyzwyczajony do powolnego rytmu egzystencji, zmuszony został do drastycznej zmiany swojego życia, a skutki tego odczuwamy dzisiaj, często nie zdając sobie nawet z tego sprawy.


Idąc spacerem ze Storhaug, w kierunku nabrzeża Fiskepiren, dostrzeżemy malutki tajemniczy domek, który mieszkańcy nazywają „Bekhuskaien” (zdjęcie poniżej). Cóż to takiego? To właśnie jeden z reliktów okresu sprzed rewolucji przemysłowej, związany z historią wielu ludzi i wielu profesji, które już dziś nie istnieją. Warto przystanąć przy tym małym domku i posłuchać o czym on opowiada.


Domek pochodzi z 1860 roku, ale miejsce w którym znajduje się ta budowla jak i sam domek, od wieków wykorzystywane było do topienia smoły, którą używano do impregnowania drewnianych elementów żaglowców, jak poszycia kadłubów czy masztów oraz drewna stosowanego do budowy przystani, portowego mola, czy innych tego typu konstrukcji. Taka metoda zabezpieczenia drewna, znana i stosowana była już w średniowieczu, a nawet znacznie wcześniej.


W 1276 roku król Norwegii Magnus Lagabøte wydał coś w rodzaju kodeksu prawnego regulującego wiele kwestii związanych z prawem i życiem w Norwegii. Dokument ten nazywamy „Magnus Lagabøtes landslov” i możemy znaleźć w nim informacje i prawa regulujące także użycie smoły. Po pierwsze, żeby zostać „smolarzem” trzeba było pozyskać specjalne zezwolenie na wykonywanie tego zawodu. Związane to było z koniecznością użycia otwartego ognia i oczywiście z odprowadzeniem odpowiednich „dziesięcin” od zysków. Zatem miejsce „Bekhuskaien”, w którym pracowali stavangerscy smolarze, przez bardzo długi czas zamknięte było dla budownictwa miejskiego, właśnie z powodów pożarowych. Dziś, bardzo atrakcyjny dla developerów teren, głównie ze względu na piękny widok na morze, wciąż jest objęty dodatkowymi obostrzeniami dotyczącymi gęstości zabudowy (już nie z powodu wytapiania smoły, ale właśnie na wzgląd historyczny).


Na załączonej poniżej mapie Stavanger, która pochodzi z 1900 roku, po prawej stronie dostrzeżecie nienaturalnie długi budynek, przy którym znajduje się napis „Berenstens Reberbane”. W jednym z moich felietonów „Reperbanene, czyli fabryki bez końca”, pisałem Wam o fabrykach lin, które mieściły się w wąskich budynkach, których długość dochodziła często do 300 metrów. „Berenstens Reberbane” to właśnie taka fabryka, w której produkowano liny okrętowe.


W czasach rewolucji przemysłowej oblicza wielu miast zmieniały się diametralnie i dotyczyło to także Stavanger. Zanikały dawne profesje, a w ich miejsce rodziły się nowe. Nowe metody połowu ryb sprawiły, że w Stavanger niczym grzyby po deszczu pojawiło się wiele przetwórni ryb. W ślad za tym rozwijał się przemysł towarzyszący produkcji żywności, taki jak fabryki konserw (było ich około 50 w Stavanger), fabryki produkujące uszczelki, drewniane skrzynki używane w rybołówstwie, fabryki maszyn do produkcji konserw. Nie budowało się już żaglowców, ale duże dymiące jednostki pływające napędzane silnikami parowymi, a wkrótce ryczącymi silnikami Diesla. Rozwój gospodarczy rozpędzał się, a wraz z nim nabierało pędu życie człowieka. Dzisiaj nie możemy wyobrazić sobie gospodarstwa domowego bez lodówki, pralki czy zmywarki do naczyń. Nasze sprzęty codziennego użytku wyglądają zawsze i wszędzie podobnie, jeśli nie tak samo. Temu zjawisku nadano nawet miano „globalnej wioski”, albowiem te same produkty, wytwory wielkich korporacji dostrzegamy w niemal każdym miejscu na Ziemi.

Jeżeli tylko pozwolimy sobie na ten luksus, by zatrzymać się na chwilę, stanąć w miejscu i spojrzeć na wszystko co nas otacza, czyż nie czujecie, że czegoś tu brakuje? Bylejakość nowoczesnych mebli, syntetyczne tkaniny, napompowane chemią jedzenie, sączące się z telewizora reklamy namawiające nas do wiecznego kupowania kolejnych, nic nie wartych przedmiotów… Czy naprawdę skazani jesteśmy na to, by porywał nas ten nurt bylejakości?


Możemy zafundować sobie choć odrobinę oryginalności. Możemy zacząć zwracać uwagę na to, czym się otaczamy. Może warto samemu zrobić sobie krzesło? Może uda się nam, zamiast oglądać wciąż to samo w telewizorze, chwycić ołówek i narysować żaglówkę? A potem powiesić ją z dumą na ścianie w salonie? Zrobić na drutach sweter dla ukochanego? Coś, w co włożymy cząstkę siebie, coś, czego nikt inny nie ma, bo jest zrobione przez Ciebie i jest tak samo wyjątkowe i unikalne jak Ty. Może właśnie zamiast oglądania kolejnego odcinka ulubionego serialu, który nic nowego nie wniesie do Twojego życia, wyciągnijcie się na spacer nad morze, by w morskim wietrze poczuć ducha wolności.


Paweł „Paco”, podczas wczorajszego spotkania, tak barwnie opowiadał o przaśnych warunkach i trudach pierwotnego żeglowania, bez luksusów, bez udogodnień, zdanym wyłącznie na siebie.. Zapewne nie dla wszystkich jest takie żeglowanie, ale uważam, że każdy z nas powinien mieć taką możliwość, by sprawdzić się, wypróbować swój charakter, by w przyszłości móc sobie zaufać. Właśnie sobie zaufać, by, kiedy przyjdzie czas trudnego wyboru, nie szukać panicznie pomocy wszędzie i u wszystkich, ale z pewnością chwycić ster swojego życia i poprowadzić tam, gdzie Ty chcesz, zgodnie z Twoją wolą.


Moi Drodzy Czytelnicy, serdecznie Wam dziękuję za to, że wytrzymaliście ze mną już rok. Pierwszy felieton pod szyldem KaftanBlady, ukazał się 21.02.2018 roku zatem to już rok. W kolejnym krótkim tym razem felietonie, napiszę trochę o tej rocznicy. Na koniec, życzę nam byśmy kochali i byli kochani.


Stavanger KaftanBlady 17.02.2019

http://Kaftanblady.com








23 wyświetlenia

© 2023 by The Book Lover. Proudly created with Wix.com